ALE BAŁAGAN W TYCH DOMOWYCH PORZĄDKACH!!!!!!!!!!!!!!! Zamiatamy pojęciowe śmieci, odkurzamy zaśniedziałe poglądy a z fartucha robimy sztandar nowej udomowionej filozofii dla chłopców i dziewczynek.

z życia wzięte

czwartek, 24 marca 2011

- Mamo, mieliśmy dziś na polskim rozmowę o odmienności. Czytaliśmy taką historyjkę, "Warkoczyk" o Tacie, który miał długie włosy, kolczyk, gotował i mył naczynia i koledzy jego syna się z niego śmiali! I on ściął ten warkoczyk.

- I co, dobrze im z tym było, że ściął? - (zaczynam się wkręcać).

- Nie, chyba nie bardzo. A potem pani nas pytała, czy kiedyś coś nam się podobnego zdarzyło. I ja powiedziałam, że ty chodzisz do pracy w marynarce i krawacie.

- I co?

- Nic, kolega się zaśmiał i zaczął komentarze.

- I?

- Jak to usłyszałam, to powiedziałam teatralnym szeptem: "zamknij się, ty wieczko od słoika*, co ty wiesz o feminizmie".

 

 

 

 

--------

* Dziecko lubi wyrażać się dystyngowanie. Na piśmie.

 

poniedziałek, 31 stycznia 2011

 

- No weź, ja się muszę wykąpać, nie możemy tak od razu jechać!

- Ale to długo bardzo, lepiej jedźmy.

- Nienienie, zobacz, sam wymyty, wypachniony, w nowej koszulce, będziemy szli przez castoramę i wszyscy będą myśleć, co taki fajny chłopak robi z taaaką flądrą!

- A może będą myśleć, co taka fajna flądra robi z taaakim picusiem?

 

sobota, 23 stycznia 2010

Zimowy dialog łazienkowy przy wieszaniu prania, czyli jak matka córkę uczyła fachowej terminologii:

- Rozmonsteruj rajstopy!

- Znaczy rozplącz?

- Znaczy rozmonsteruj.

- ???

- A co to znaczy zrobić monstera?

- Znaczy zrobić kupę?

- Nie, rajstopowego monstera. Rajstopowego monstera robi się ściągając z tyłka rajstopy razem ze skarpetami i majtkami i wrzucając ten kłąb do pralki. Rozmonsteruj, nie gadaj.

 

 

poniedziałek, 07 grudnia 2009

Takie coś za mną chodzi od dłuższego czasu...  trochę jako świadectwo obyczajowe... trochę jako rzecz warta skomentowania. Śpiewano to u mnie, w przedszkolu. Byłam głęboko poruszona słuchając (i bardzo zazdrościłam moim koleżankom - ślicznym siostrom G. pięknych głosów, dzięki którym brały wszystkie wzruszające piosenki w występach, a ja 'tylko' recytowałam).

Nie odbieraj mi mamo...

1)
Mamo zobacz, jaką wieżę zbudowałem z klocków sam
Daj mi spokój, czy nie widzisz ile ja na głowie mam
Mamo przytul mnie na chwilę, ja Ci gwiazdkę z nieba dam
Nie przeszkadzaj - idź do siebie. Baw się chociaż chwilę sam

Ref.
Nie zabieraj mi wiosny, nie zabieraj jesieni
Nie zabieraj mi siebie - świat nie jest zły
Nie odbieraj mi życia, nie odbieraj nadzieji
Nie odbieraj mi wiary w dziecięce sny
Pozwól wierzyć w Twą miłość w Twoją troskę matczyną
Pozwól wierzyć mi mamo, ze kochasz mnie
Prosze Cię - uchroń przed wiarą w to co złe

2)
Mamo mamo, ja się nudzę
Boże - co ja z tobą mam - idź do kina, masz na lody, jak ja z wszystkim radę dam
Mamo w szkole znowu dwója
Z tymi dziećmi wieczny kram - powiem ojcu, niech cię zleje, bo ja dość wszystkiego mam

Ref....

3)
Mamo powiedz mi o świecie - po co życie dane nam
Jakie dziwne dzisiaj dzieci, czy ja czas na głupstwa mam ?
Jaką drogę wybrać sobie, żebym nie był zawsze sam ?
Też masz problem, czy to w szkole myśleć o tym każą wam ?


Ref...

Słucham sobie tej pieśni w głowie, słucham i różne znaki zapytania mi się roją i myślniki...

Tekst obliczony jest na prosty efekt.

Każdy chyba choć raz w życiu, choćby i przez nieuwagę rodziców, czy w malutkiej skali doświadczył czegoś takiego... A tu takie nagromadzenie odrzucenia, ała:( Do tego nawet najpopularniejsza i najbardziej elementarna wiedza o psychologii rozwojowej czerpana choćby i z krótkich tekstów w necie każe zapalić się światełku ostrzegawczemu i zastanowić się co z tej bieduli wyrośnie, skoro zabrano jej wsparcie, zainteresowanie i akceptację? Zła matka, bardzo zła.

Niestety ja już jestem dorosła, skrzywiona i sama jestem matką. Przypominając sobie przedszkolny song dostaję rozległego wewnętrznego jeża. A zarazem nie mogę zaprzeczyć jej racjom ani pozytywnemu wpływowi, jaki na mnie wywarła... Trudna walka z zaimplantowanym przekazem. Mimo to jeż, zdecydowany jeż. Jeż na zrzucanie odpowiedzialności wyłącznie na matkę, jeż na ojca, co służy tylko do wlania dziecku, jeż na brak zrozumienia, że ta kobieta jest, jeśli nie chora, to sfrustrowana do nieprzytomności, jeż na sposób rozwiązania problemu, czyli jakże prosty i logiczny apel do uczuć matek.

Dość długo szukałam słów komentarza szerszych i bardziej zrozumiałych niż: "ogólny jeż". W końcu dziś przypadkiem natknęłam się na artykuł - wywiad z doktor socjologii, Małgorzatą Sikorską pod wdzięcznym tytułem "Ambitna i zagubiona nowa matka". Pozwolę sobie zestawić co nieco.

Zaryzykuję twierdzenie, że znika figura złej matki i zastępuje ją matka chora, co jest zazwyczaj jednoznaczne z matką w depresji. A w depresji może być dlatego, że próbowała (lub wymagano od niej tego) być supermamą, czyli super-kobietą świetnie łączącą wszystkie swoje obowiązki i nie podołała.

(...) współczesna młoda matka z punktu widzenia społecznego nie musi być doskonała. Ma prawo do odczuwania “baby bluesa”, do depresji w ciąży i do depresji poporodowej. Ma prawo do nieradzenia sobie psychicznie i fizycznie z łączeniem obowiązków matki, żony i pracownika. Mało tego, ma nawet prawo do nielubienia własnego dziecka, i jest to traktowane raczej jako przejaw choroby, a nie wyznacznik bycia złą matką.

Z moich obserwacji wynika też, że zmienia się bardzo relacja między matką i ojcem, który coraz bardziej angażuje się w wychowywanie i opiekę, staje się coraz bardziej za dziecko odpowiedzialny. Kiedyś ta odpowiedzialność spadała głównie na matkę.

– Coraz więcej obowiązków przejmuje “nowy” ojciec. W społecznych oczekiwaniach “nowy ojciec” ma być głęboko zaangażowany w opiekę oraz wychowanie dzieci, i to nawet przed ich urodzeniem. Powinien uczestniczyć w szkole rodzenia, głaskać i przemawiać do brzucha oraz towarzyszyć kobiecie podczas porodu. Powinien umieć “robić przy dziecku”: kąpać, przewijać, karmić, przytulać, śpiewać kołysanki itd.

To jednak tylko minimum – tak naprawdę powinien robić nawet więcej niż matka. Eksperci od wychowania przekonują teraz, że w niektórych aktywnościach, zabawach ojciec może się sprawdzać lepiej niż matka.

Moim zdaniem zdecydowanie najbardziej zmienił się właśnie wzór ojca. Jeszcze nigdy oczekiwania i presja społeczna wobec ojców nie były tak duże, a ich władza nad rodziną tak mała.

 

 

 

niedziela, 09 grudnia 2007

Otwarty list od dor.rotka - bałaganiary z krwi i kości. Choć od lat znam dor.rotka osobiście (i jej mieszkanie też), tekst ten zmusza mnie do zastanawiania się na nowo nad uniwersalnymi mechanizmami bałaganiarstwa, które dotyka mnie przynajmniej w tym samym stopniu. Już nie zabieram przyjemności lektury. Reszta moich refleksji w komentarzu:)

-------------------------------------

Jestem bałaganiarą. Nienawidzę bałaganu. Impas. Bałaganiara recydywistka z wyraźnymi inklinacjami w kierunku ładu. Jakoś tak.

Piszę chaotycznie, garść luźnych refleksji, lubię ten styl, ten mój styl niezliczonych bałaganiących dygresji, ale zaraz gdzieś w głowie pojawia się taki uparty brzęczyk, że to tylko fragment, tylko część, a dla porządku, pełni, całości, musielibyście wiedzieć o mnie więcej, musiałabym napisać o wiele więcej, byście mogli zrozumieć. I że chcę nadać temu, co piszę jakąś kompozycję. W głowie, porządki robię sobie dużo częściej niż w mieszkaniu, niemalże cały czas. Nie żeby to, co uporządkowałam zastawało na swoich miejscach raz na zawsze, ale uparcie szukam struktury, szkieletu, powiązań... kiedy na Waszym blogu pojawiły się kategorie od razu poczułam się swobodniej, znalazłam dla siebie miejsce.

Ad meriutum. Sprzątanie – temat, z którym zmagam się codziennie, nawet jeśli nie sprzątam, szczególnie wówczas, kiedy NIE sprzątam. Nie znoszę sprzątać, choć to stwierdzenie nie jest zupełnie prawdą, nie lubię zaczynać sprzątać, tego momentu, kiedy trzeba wstać, włączyć odkurzacz czy wziąć pierwszy talerz do ręki. Tej decyzji – idę posprzątać. Czasem stosuję małe podstępy – „podleję kwiatki, o i może jak już podlewam kwiatki, to oberwę zeschłe liście, przetrę szmatką pozostałe, no dobra to stół też wytrę”. Czasem wychodzę do pomieszczenia, w którym jest najczyściej, ignorując całą resztę. Czasem zapraszam gości, co zmusza mnie do jakiejś mobilizacji (czasem miłosierni goście nawet sami pozmywają).

Nie potrafię myśleć w bałaganie. Nie jestem zdolna żyć z porządkiem we krwi. Odkładać wszystko na miejsce, nie zrzucać ubrań z siebie, tylko je wieszać, podnieść łyżeczkę, gdy spadnie (szczególnie kiedy gotuję). Tyle ciekawych rzeczy jest dookoła. Może głupio, ale cenię sobie wolność rzucenia noszonej koszulki byle gdzie. Może wciąż jestem na etapie nastoletniego buntu. Czasem myślę, że kiedy wreszcie uporządkujemy mieszkanie - bo nasz domek jest w stanie permanentnego remontu - to zacznie się takie życie na serio, bo dorośli i poważni ludzie żyją higienicznie, a nasza egzystencja to szkwały chaosu. Tymczasowość. Piękna. Niekiedy męcząca. Bałagan, który wysysa tlen z pomieszczeń.

Mam marzenie: wielka szafa, taka cała w przegródkach, każda rzecz ma swoja półkę, ba – nawet wydzielone listewkami – miejsce na półce, rządki swetrów, idealnie powieszone koszule, sparowana bielizna, każda para w oddzielnej przestrzeni. Buty w opisanych pudełkach, a zimowe płaszcze, zaniesione do pralni po zimie, wiszą w foliowych workach, gdzieś z tyłu. Wszystko rozmieszczone w idealnym układzie kolorystycznym. Zapach lawendy czy wanilii. Pachnąca świeżością pościel, same komplety, a ręczniki w wielu odcieniach JEDNEGO koloru. Perfekcja. Kosmos. Doskonałość.

Doprowadzanie rzeczy do porządku cieszy mnie. Kiedy już zaczynam sprzątać, lubię to: błyszczące talerze, bardziej przestronna kuchnia (kurz w jakiś dziwny sposób zmniejsza metraż mieszkania, może to kwestia tego, że przedmioty błyszczące lepiej odbijają światło...), podłoga na której znowu można leżeć. Gruntowne porządki. Jak już to już. Bardziej w moim stylu jest czternaście godzin intensywnego sprzątania, niż codzienna, systematyczna krzątanina... to działa trochę na zasadzie kontrastu, zaczynasz widzieć, że nieumyta jeszcze lodówka odcina się rażąco od wyszorowanej kuchenki i działasz... Potem padasz ze zmęczenia... ale z poczuciem triumfu, jak po stoczonej walce, po bitwie. Bo to jest bitwa.

Jeszcze jedno wyznanie: lubię sprzątać kuchnię i łazienkę, nie znoszę sprzątać pokoju.

Regularne, systematyczne sprzątanie mogłoby zmienić całe moje życie i właśnie tego się boję.

 

 

 

piątek, 16 listopada 2007

rozmowa dwóch świeżych mężatek w pracy, Polska, rok 2007.

- Jak życie rodzinne?

- Dobrze.

- Bo ja nie daję rady. Wstaję o 5, 6 rano i gotuje obiady, sprzątam.

- A ja wracając z pracy dzwonię do męża, pytam: co kupić, co zrobić, a on mi mówi, że już wszystko jest zrobione. 

piątek, 09 listopada 2007

Ilekroć w łazience pojawiał się płyn do higieny jamy ustnej, tylekroć Ka przyjmowała nowego chłopaka. U niej wszystko musiało być czyste i zdezynfekowane, czy to wiadra na śmieci, klamki od drzwi, czy usta. Każda rzecz posiadała odpowiednik w postaci środka, taki zawzięty cień, który zachowywał ją w czystości i konserwował. Znosiła do domu wszelkie nowinki, hity środków czystości, takie jak nasączone pojedyncze chusteczki do polerowania drewna, srebra, powierzchni gładkich i chropowatych. Miotły z dwoma rodzajami ściereczek, do zamiatania i mycia. Plastikowe wiadra z odsączaczami wody. Małe szczoteczki z gęstym płynem w dozownikach, który miał sprawić, że zniknął wszelkiego pochodzenia palmy na dywanach. Pokojowe i łazienkowe odświeżacze do powietrza.

Wszystkie te nowinki spośród środków czystości segregowała, układała i porządkowała według sobie tylko znanego klucza. Obowiązywała jedna zasada – łatwość i szybkość odnajdywania. Gładkie powierzchnie butelek, papierowe etykietki zadrukowane szlaczkami niemalże chemicznych wzorów lśniły idealnie dopasowane do poszczególnych koszyków, woreczków i pudełek. Niektóre pudełka były przezroczyste, te kolorowe natomiast skrupulatnie poopisywane. Każde z naklejką wykonaną w power poincie, która informowała o znajdujących się w nim produktach.

Częstotliwość zmian pościeli pokrywała się z ilością odbywanych przez nią stosunków. Wiedziałam o tym, ponieważ była niezmiernie oszczędna i zarządzała wtedy bardzo często wymianę oraz pranie bielizny pościelowej w całym domu, bo przecież uruchamianie pralki, by wyprać kilka poszewek, pochodzących z jej łóżka, byłoby ekstremalnie nieekonomiczne. I w dodatku bez sensu.

Kupowała ściereczki różnego rozmiaru, koloru i kroju, a następnie zamęczała mnie pytaniami, czy są odpowiednie i rozporządzeniami, że od dziś będziemy ich używać i wymienimy się uwagami na temat ich dalszej przydatności.

Jej uwagę przyciągały wszelkie sytuacje, rzeczy, historie związane z porządkowaniem i czystością. Wymiatała kurz zza kaloryfera, bo ilekroć wychodziła z łazienki, widziała nowe zbite siedliska roztoczy lub cieniutkie nitki pajęczyn babiego lata.

Współczułam jej, bo w moim przekonaniu dała się sterroryzować tym pyłkowatym drobinom. Zakładałam też, że najzwyczajniej w świecie, nie ma czym zająć swoich myśli, więc przywiązuje nadmierną uwagę do tych prawie niezauważalnych czynności. Nie widziałam w tym sensu.

Z czasem jednak jej praca zaczęła mnie fascynować, była heroiczna i syzyfowa. Nieustannie dzień i noc drobinki pyłu, małe kultury kurzu, piasek wdzierały się przez szczeliny, otwarte okna, klimatyzacyjne rury.

I jej problemy stały się moimi problemami, była bezwzględna i po pewnym czasie wspólnego mieszkania i używania tej samej przestrzeni zaczęła wymagać ode mnie podobnego zachowania względem codziennego porządkowania. Wcześniej osiadający na parapetach kurz po prostu dla mnie nie istniał, a nie odwzajemniając jej dbałości, nieświadomie sprawiałam, że jej praca marnowała się, staczała w zapomnienie.

Nie puszczała mi tego płazem. Dążyła do stworzenia rytuałów, codziennego pozbywania się obcych elementów z naszej wspólnej przestrzeni, z miejsca, które dzieliłyśmy. Usuwałyśmy, przeobrażałyśmy, zagarniałyśmy, utrzymywałyśmy...

nie było odwrotu.

 

 

| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
SPIS TREŚCI BLOGA
kantallupa, naja i ich blog - bałagan
spiżarnia - półki pełne informacji
blogi - poezja i proza codzienności
blogi kobietologiczne
mądrale
inne wcielenia
kantallupa czyta
tu pisuje, tu bywa naja
autorki bloga - kontakt
zGGadaj się z nami!
Krewni i znajomi królika




Pokochaj świat, zacznij od siebie. Podaj dalej!

statystyka