ALE BAŁAGAN W TYCH DOMOWYCH PORZĄDKACH!!!!!!!!!!!!!!! Zamiatamy pojęciowe śmieci, odkurzamy zaśniedziałe poglądy a z fartucha robimy sztandar nowej udomowionej filozofii dla chłopców i dziewczynek.

teksty i konteksty

czwartek, 06 stycznia 2011


a jak kobieca AGRESJA…

 

Jest – oczywiście – inna od męskiej, oczywiście z różnych powodów. Prawdopodobnie najważniejszym z nich jest wychowanie.

Mimo to czasem bywa dokładnie taka sama jak u mężczyzn.

A jednak jej podstawą jest plotka, intryga i wykluczenie. W ogólności.

Nie polega na patrzeniu w oczy ofierze. Chyba, że akurat jest taka jak u mężczyzn.

Właściwie, lepiej mówić o ofierze niż przeciwniku, lepiej to wychodzi.

Zwłaszcza, że ofiarą (nie przeciwnikiem) zazwyczaj jest inna kobieta

Feministki wcale nie chcą o niej słyszeć i wolą wizję kobiet – niewinnych ofiar.

 

Pokręcony tekst, artykuł nieco gubiący główny wątek i nieco mało precyzyjny w osądzie.

A mimo wszystko cieszę się, że go przeczytałam, że jest i że Wy też możecie go przeczytać.

Czasem samo wywołanie tematu jest coś warte. I zaznaczenie, że najgorsze w tym wszystkim jest wychowywanie dziewcząt na anioły i spodziewanie się po nich anielskiego zachowania.

Cóż, łatwo mnie usatysfakcjonować.

Może dlatego, że od lat mentalnie robię w temacie, który ma bardzo wiele wspólnego z kobiecą agresją i jej drugą stroną – kobiecą bezsilnością.

 

Bezsilność jest zawsze drugą stroną agresji.

 

 

 

poniedziałek, 08 lutego 2010

 

DLA PORZĄDKU - definicja FAQ wg Wikipedii:

FAQ (ang. Frequently Asked Questions) - to zbiory "często zadawanych pytań" i odpowiedzi na nie, tworzone głównie po to, aby uwolnić się od ciągłego odpowiadania na stale powtarzające się i nudne (dla odpowiadającego) pytania.

Oryginalnie skrót ten powstał w armii USA i został wymyślony przez jednego z generałów w trakcie wojny secesyjnej. Rekrutom w armii USA wręcza się po dziś dzień komplet "FAQ-ów" z interesujących ich dziedzin, aby nie męczyli starszych kolegów niepotrzebnymi pytaniami.

Zwyczaj ten został następnie zaadaptowany przez administratorów pierwszych uczelnianych serwerów komputerowych w USA, tworzących zrąb ówczesnego Internetu, którzy zaczęli tworzyć takie dokumenty i wysyłać je jako odpowiedzi na ciągle powtarzające się pytania początkujących użytkowników.

Szczególnie duże ilości FAQ-ów zostały stworzone przez stałych użytkowników grup newsowych, gdzie przyjęła się zasada, że każda szanująca się grupa musi mieć swojego FAQ-a. Netykieta każe nie wysyłać pytania na grupę przed przeczytaniem FAQ-a.

 


Jedno zastrzeżenie: "stale powtarzające się pytania" dotyczące różnych apsektów pracy domowej wcale nas nie "nudzą" i nie chodzi nam o to, żeby się "od nich uwolnić". To, że coraz więcej ludzi zaczyna pytać o pracę domową jest dla nas super - oznacza że oczywiste staje się nieoczywiste, przezroczyste staje się widzialne. Ale na pewno fajnie byłoby skonkretyzować podstawowe zagadnienia dotyczące pracy domowej i skupić je w jednym miejscu - przyszło nam to do głowy podczas prowadzenia dyskusji tutejszych i forumowych.

Jako typowe siłaczki chciałyśmy to zrobić same, na podstawie własnych doświadczeń dyskusyjnych, poglądów i znanych nam tekstów. Na szczęście skumałyśmy, że nie tędy droga i trzeba chwytać dłonie, które się do nas wyciągają ze wszech stron:) W pisanie zestawu pytań i odpowiedzi zadeklarowały się włączyć członikinie MaMy, ekspertki, które stworzyły rekomendacje dla rządu oraz nasze znajome z netu:) Ale postanowiłyśmy nie szmurać sobie majlami po cichu, można to zrobić jeszcze fajniej.

 

Niniejszym otwieramy akcję dla wszystkich chętnych - PISZ Z NAMI FAQ PRACY DOMOWEJ!

Akcja będzie trzyetapowa - najpierw zbierzemy kompletny i wyczerpujący zestaw pytań. Mamy swój punkt wyjściowy, ale w takich inicjatywach im więcej głów tym lepiej. (chciałybyśmy zamknąć zbieranie pytań 15 lutego)

Potem rozdzielimy pytania pomiędzy osoby chętne do odpowiadania. Liczymy nie tylko na wyżej wymienione już zdeklarowane, ale też i na nasze niezawodne czytelniczki;)  Nie ma problemu, by na to samo pytanie odpowiedziało kilka osób, może się przecież okazać, że wielostronność posłuży do lepszego naświetlenia sprawy. (myślimy, że wstępnie można przewidzieć deadline wysyłania odpowiedzi na 1 marca)

Trzeci etap to będzie publikacja - powiesimy to oczywiście na bałaganie, na osobnej podstronie i poprosimy wszystkie zaangażowane osoby o promowanie tego FAQ wszędzie, gdzie tylko można - na swoich stronach, blogach, forach, w rodzinach, miejscach pracy:)

I tu uwaga - publikację przewidujemy na 8 marca! To będzie najlepszy prezent jaki możemy same sobie zrobić na dzień kobiet!!!

 

 

NO TO CO, ZACZYNAMY? KTO JEST Z NAMI???!!!

Zaczynamy od pytań - proszę bardzo o wpisywanie swoich! Jak najkonkretniej, jak najneutralniej. Można poprawiać i rozszerzać pytania poprzedniczek.

Poniżej lista moich pytań - naja

- Czy pracę domową można nazwać pracą.
- Czy to, że praca domowa jest nieodpłatną pracą stanowi jakiś problem?
- Czy lepiej  mówić o "pracy domowej kobiet" czy o "pracy domowej mężczyzn i kobiet" czy może po prostu "pracy domowej".
- Jak wyceniać pracę domową?
- Czy warto wprowadzić pensje dla gospodyń?
- Co znaczy podział na sferę publiczną i prywatną?
- Dlaczego nie można uznać, że zakres wykonywania pracy domowej jest prywatną sprawą każdej osoby i jako taki nie podlega publicznej debacie ani ingerencji państwa.
- Czy warto debatować o pracy domowej w wieku równouprawnienia?

 




środa, 30 lipca 2008

Ewa Gutek, Zdzisława Kuryło, Bożena Mulik 

 

od lewej:  zbuntowana pielęgniarka - Ewa Gutek, marysieńka na traktorze - Zdzisława Kuryło i niewąsata sołtyska bez kapelusza -  Bożena Mulik

foto - Miłosz Frelek

 

wtorek, 29 lipca 2008
poniedziałek, 21 lipca 2008

 

Nie lubię ograniczania się w poglądach. Często w swoich tekstach daję wyraz niesmakowi, który budzi we mnie myślenie typu : feministka=lewaczka, lewaczka=antykatoliczka, gospodyni domowa=ciemna, ograniczona, katoliczka=antyfeministka, teoretyczka=nie zna realiów.

Bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!

Dlatego też zajmuję się czymś tak skrajnie praktycznym jak pisanie o pracy domowej kobiet.

Cieszę się, widząc jak coraz więcej się o tym pisze, mówi, także w mediach. Widzę, że kampania na rzecz docenienia pracy domowej kobiet ma realne, namacalne skutki. Coraz więcej kobiet posiadających bardzo różne punkty widzenia mówi o pracy domowej i to mówi fajnie, konkretnie, sensownie. Co najdziwniejsze - niezależnie od reprezentowanej frakcji, mówią podobne rzeczy. Kiedyś na tym blogu pokazałam, jak trudno jest odróżnić wypowiedzi na temat pracy domowej kobiet, jakich udzieliły mediom trzy rózne polityczki związane z trzema różnymi światopoglądami. Dziś robię ten przydługi wstęp po to, by pokazać, że w pewnych sprawach odwieczne antagonizmy i schizmy nie mają racji bytu.
Do dziś wiele znanych mi katoliczek wierzy w to, że feminizm - jako taki - z zasady zaprzecza chrześcijańskiej etyce. Wiele znanych mi feministek wierzy zaś w to, że katolicyzm - jako taki - zaprzecza prawom kobiety jako człowieka. Gdy mówi się coś o wolności wyboru jezy się jedna strona, gdy mówi się o tradycji kobiecej - jeży się druga.

A przecież powinno nam chodzić o mądrość i rozsądek a nie o podziały. 

Przeczytałam niedawno tekst polecony na forum gospodyń domowych - jest to wywiad, jakiego czasopismu katolickiemu "Niedziela" udzieliła Anna Wardak - supernumeraria Opus Dei, matka siódemki dzieci i moderatorka w Akademii Familijnej. Tytuł artykułu brzmi "Macierzyństwo to świetny biznes". Anna Wardak nie przedstawia się jako feministka a ja nie mam zamiaru jej w te ramy wtłaczać. Wyjmę jednak parę cytatów, by pokazać, jak blisko od jej poglądów do zupełnie klasycznego feminizmu. Mam nadzieję, że będzie to kolejny dowód na to, że mądrośc i rozsądek niekoniecznie musi mieć ideologiczną etykietkę.

"Kobiety zajmujące się domem nie zawsze zdają sobie sprawę, jak ogromne posiadają kwalifikacje, i to w bardzo różnych dziedzinach."

"Każdy człowiek ma swoją drogę. Jest to kwestia powołania życiowego. Są kobiety, którym jedynie praca w domu nigdy nie wystarczy i będą się czuły niespełnione."

"Wychowanie dzieci w ogóle nie jest łatwe. Im bardziej ktoś zastanawia się nad problemem wychowania, tym jaśniej widzi złożoność tej kwestii. (...)
Wychowanie dzieci jest niezwykle odpowiedzialną pracą."

"W domu jestem jak we własnej firmie, wiem, że jestem niezastąpiona. Dlatego więc, mówienie o tym, że kobieta marnuje się w domu, gdyż skończyła studia jest zupełnie nietrafione. Ważne jest posiadanie szerokich horyzontów. Wiele osób uważa, że muszą doskonalić swoje umiejętności zawodowe, nieliczni chcą stawać się coraz lepszymi rodzicami."

"– Wiele osób obawia się posiadania większej liczby dzieci. Co by Pani doradziła?
– Pierwsza myśl, jaka mi przychodzi do głowy to: „Nie lękajcie się!”. Każdy ma oczywiście indywidualny poziom lęku i inne powody do obaw, tak że trudno doradzić coś wszystkim w paru słowach. Przede wszystkim jest to decyzja małżonków, to oni ją podejmują. Oni najlepiej wiedzą, czy są w stanie psychicznie i fizycznie udźwignąć ten ciężar. Jest to odpowiedzialność na całe życie i trzeba sobie z tego zdawać sprawę. Ten biznes prowadzi się 24 godziny na dobę, przez długie lata."


czytam, czytam i podziwiam klarowność myśli, rozsądek, mądrość, pracowitość, otwarcie na inne niż własna postawy zyciowe - oczywiście, mam swoje poglądy... uwazam, że oprócz kobiet powołanych tylko do pracy w domu i powołanych do pracy również poza domem należy uwzględnić jeszcze kobiety w ogóle niepowołane do pracy domowej... w przeciwieństwie do pani Anny Wardak jestem w stanie sobie wyobrazić bez trudu świetnie funkcjonujący dom, w którym kobieta nie posiada żadnych umiejętności kulinarnych...

ale w większości się zgadzam:) cieszę się, że ktoś myśli podobnie:) im więcej zbliżonych treściowo wypowiedzi z różnych kręgów tym większe szanse na docenienie pracy domowej
nie musimy zgadzać się we wszystkim, ale możemy zgadzać się w tak praktycznej kwestii a nawet się polubić

chyba o to chodzi... prawda?

link do całości:
http://www.opusdei.pl/art.php?p=28744

wtorek, 04 marca 2008
 

 „Polki pracują średnio sześć godzin. Później przez półtorej godziny gotują, 30 min zmywają, ponad 2 godziny i 40 min spędzają na innych pracach domowych. Nie zmienia się to od 10 lat.
Najnowszy raport Głównego Urzędu Statystycznego nie zostawia na mężczyznach suchej nitki. Wynika z niego, że aktywne zawodowo kobiety poświęcają na zajęcia domowe cztery godzin 45 min dziennie. Ich mężowie przeznaczają na pracę w domu dwie godziny i 22 minuty."  - donosi „Życie Warszawy". (A ja tę wiadomość donoszę tu, za nieocenioną stroną „Zrobione, Docenione, Wiele Warte")

Dysproporcja - trzeba przyznać - rażąca. Na pracujące kobiety nieodmiennie czeka drugi etat w domu i nic tu się od lat nie zmienia na lepsze, wbrew temu co grzmi się o panującym nam równouprawnieniu i braku potrzeby gadania o sprawach kobiet.

Suche dane to nie wszystko, w dalszej części artykułu Magdalena Środa, Anna Czerwińska, i Joanna Kluzik-Rostkowska zastanawiają się w jaki sposób uczyć mężczyzn zajmowania się domem. Oto urywki ich wypowiedzi... inspirujące. A ja zapraszam do zabawy - przyporządkowania odpowiedniej wypowiedzi odpowiednio:
skandalistce - byłej pelnomocniczce rządu do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn, pierwszoliniowej działaczce polskiego ruchu feministycznego i byłej wiceminister pracy i polityki społecznej w rządzie PiS-u.  

Poza tym ważnym czynnikiem jest jeszcze pozycja kobiet na rynku pracy. Jeśli panie zaczną dostawać lepsze stanowiska i będą spędzały więcej czasu poza domem, mężczyźni będą zmuszeni przejąć część ich obowiązków. Przy analizowaniu stosunku do domowych zajęć warto zwrócić też uwagę na to, że kobiety bardzo często same nie pozwalają partnerom na ich wypełnianie.
Kiedy mężczyzna bierze się do jakiejś pracy, one mówią, że zrobią to szybciej, lepiej, niemal nieustannie instruują, jak co ma być wykonane. Nic dziwnego, że panom się odechciewa.

„Posprzątam ci", „ugotuję ci", „pozmywam ci" - mówią mężczyźni. A przecież robią to nie tylko dla kobiety, ale także dla swojego dobra. Żeby to zmienić, trzeba odpowiednio wychowywać dzieci już od najmłodszych lat. Taki system funkcjonuje między innymi we Włoszech czy w Irlandii. Tam dzieci w przedszkolu uczą się różnych czynności i mogą wybierać te, które sprawiają im największą przyjemność, a nie te, które narzucają stereotypy ukształtowane przez dorosłych. Tam nazywa się to wychowaniem genderowym.

- Pomocne  byłyby obowiązkowe urlopy ojcowskie, które zmusiłyby panów do dbania o dom(...)
- Sposobem na wychowanie mężczyzny pozostaje... nicnierobienie. Wiem, że ciężko jest wytrzymać bałagan, ale jeśli po raz kolejny partner nie znajdzie czystych skarpetek, w końcu zacznie je sam prać

Być może to prostsze niż mi się zdaje:)  Nie chcę wykazywać nic ponad to, że w najważniejszej dla nich sprawie różne kobiety, czasem o bardzo odległych stanowiskach i postawach mówią podobnie, uzupełniając się wzajemnie.

Rozwiązanie - pełna wersja artykułu jest tu:

http://www.kasakobiet.oai.pl/index.php?module=Pagesetter&func=viewpub&tid=3&pid=211

wtorek, 01 stycznia 2008

Artykuł który ktoś wreszcie napisał - bardzo mi go brakowało:) Wywiad z Zofką Łapniewską, feministyczną ekonomistką dla zina "Leworęczna" - sam zin ciekawy, do kupienia na feminotece - www.feminoteka.pl

Oddaję głos autorce wywiadu:) Okroiłam go z części poświęconej alterglobalizmowi i globalnej gospodarce - kto chce może sięgnąć po oryginał, szczerze zachęcam!

Ekonomia jest magią społeczeństw kapitalistycznych: mówi się o niej tak, jakby wymagała specjalnego wtajemniczenia, dostępna była nielicznym, a w rękach lub na języku maluczkich stawała się śmiertelnie niebezpieczna. Ekonomiści z lubością posługują się eksperckim slangiem, którego nikt poza nimi nie rozumie. Sugerują tym samym, że wszystko, o czym mówią jest wybitnie skomplikowane, niedostępne zwykłym śmiertelniczkom/-ikom. Problem w tym, że my zwykli, maluczcy, laicy, ekonomiczne imbecylki i ekonomiczni imbecyle żyjemy w świecie jak najbardziej ekonomicznym, podejmujemy w nim całą masę decyzji, tworzymy go swoją pracą, konsumpcją, wyborami, politycznymi poglądami.

Wreszcie znaleźli się ekonomiści, którzy zeszli ze szklanej wieży ekspertów. A ściślej: ekonomistki. Oczywiście feministyczne. Postanowiły wiedzę oddać w ręce ludzi, których ta wiedza dotyczy, wytłumaczyć mechanizmy, które, chcemy tego czy nie, wiemy o tym czy nie, współtworzymy, napędzamy, więc i możemy bojkotować. Gorzej: pokazały, że ekonomia jako nauka-komnata, wiedza wysoko wtajemniczonych, to kolejny mit na usługach elit. Ekonomistkę i aktywistkę Zofkę Łapniewską postanowiłam wypytać o ekonomię feministyczną, ale także zadać jej wszystkie pytania o ekonomię i gospodarkę, których wstydziłabym się zadać nawet w liceum, bo „przecież każde dziecko wie, skąd się borą pieniądze”. Ja byłam takim dzieckiem, co nie rozumiało, dlaczego nie można by tych papierków dodrukować, żeby moi rodzice przestali się martwić.

ZofkaZofka2

ZOFIA ŁAPNIEWSKA jest ekonomistką feministyczną, aktywistką, ekolożką pracującą na co dzień w Stowarzyszeniu Współpracy Kobiet NEWW-Polska w Gdańsku, uprzednio zaś na rzecz kobiet w slumsach w Bombaju w organizacji SMILE. Zajmuje się projektami z zakresu feministycznej ekonomii tj. gender budget oraz badaniami pod kątem płci programów i funduszy na rzecz rozwoju Unii Europejskiej (w tym Polski). Współpracuje z organizacjami kobiecymi z Europy Środkowo-Wschodniej i krajów byłego Związku Radzieckiego. Współtworzy raperski zespół lesbijski ZoFkaHar. Nie je mięsa i lubi swoje życie :-) Kontakt: zofia@neww.org.pl

Dlaczego wybrałaś studia ekonomiczne? Panuje przekonanie, że po pierwsze są bardzo skomplikowane, a po drugie ekonomia to męska dziedzina.

Pomimo ukończenia autorskiej klasy matematyczno-fizycznej nie wyobrażałam sobie siebie kończącej wydział fizyki technicznej i matematyki stosowanej, czy informatyki. Ekonomia w moich oczach wtedy, po maturze, była dziedziną najmniej skomplikowaną, zhumanizowaną (nie bez przyczyny należy do nauk społecznych, granicząc m.in. z naukami politycznymi, czy filozofią społeczną), ogólnodostępną i rozwojową. Wierzyłam, że studiując ekonomię będę mogła na tyle zrozumieć zależności między różnymi podmiotami panujące na świecie, by móc aktywnie działać na rzecz poprawy życia najbiedniejszych grup społecznych. Okazuje się, że to jednak wcale nie jest takie proste. Kiedyś koleżanka, pytając jakie ukończyłam studia, skomentowała: „Ty to masz fajnie, przynajmniej rozumiesz całe wiadomości”. To również może stanowić pewną motywację. Nie sądzę jednak, by ekonomia była bardzo skomplikowana. Jest nauką dość logiczną, w dużej części opartą na różnych modelach – w tym matematycznych, lecz także na pewnych pomysłach, których przecież nie daje się „przetestować” na gospodarkach światowych – jak by to miało miejsce w przypadku eksperymentu z dziedziny fizyki. Wprowadzając je podejmuje się pewne ryzyko (szczególnie w przypadku zażegnywania różnych kryzysów). Musimy też sobie uświadomić, że ekonomia jest nauką bardzo młodą. Jej powstanie datuje się na 1776 r., gdy Adam Smith ogłosił swoje dzieło: „Bogactwo narodów”. Czy jest „męską dziedziną”? Przeanalizujmy ile kobiet otrzymało nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii od 1969 roku… ani jedna... Czy to jednak oznacza, że nie istnieją wybitne ekonomistki? W tym feministyczne ekonomistki? Absolutnie nie.

Mój kolega, który skończył prawo mówił, że to skrajnie zideologizowany przedmiot: propaństwowy, prolegalistyczny. Czy studia ekonomiczne mają podobne skrzywienia?

Niestety polskie uczelnie ekonomiczne to nie London School of Economics. Prezentują bardzo pobieżnie (jeśli w ogóle) inne podejścia niż neoliberalny dyskurs. Ciągle dominuje wiara we wszystko-regulującą niewidzialną rękę rynku, którą bezustannie się ochrania zapominając, że informacja, jaką dysponują osoby podejmujące decyzje, jest przeważnie niepełna, a ponadto nie istnieje konkurencja doskonała.

Kto lub co sprawuje realną władzę nad światowym rynkiem? Czy szukanie takiego ‘demiurga’ ma sens?

Na świecie dominuje po pierwsze kapitał spekulacyjny - czyli taki, który nie ma pokrycia w rzeczywistej wartości towarów i usług. Powstaje, gdy inwestorzy, np. giełdowi, mają nadzieję na większe zyski. Jest to kapitał bardzo niestabilny.

Po drugie ponadnarodowe korporacje. Te ostatnie wymykają się spod kontroli poszczególnych państw i z pewnością nie wierzą w sprawiedliwość społeczną, wierzą natomiast w zysk za wszelką cenę. Ale tego na studiach nie można się dowiedzieć, jak i tego, że bez równowagi społecznej nie jest możliwy rozwój kraju, a o tym w głównej mierze decyduje polityka.

Pewien student powiedział: Jeśli ktoś, kto nie jest ekonomistą wypowiada się o ekonomii to musi być kretynem”. Dlaczego ekonomia jest tak „elitaryzowana”?

Trudno powiedzieć… może, żeby było mniej kandydatów do Nagrody Nobla? [śmiech]

Podejrzewam, że gdyby więcej było ekspertów w tej dziedzinie, gospodarka byłaby bardziej monitorowana, decyzje krytykowane, a np. złe wybory polityczne wywoływałyby niepokoje społeczne i szereg zachowań wpływających destrukcyjnie na rozwój gospodarczy (np. poprzez wycofanie kapitału z Giełdy Papierów Wartościowych, czy zahamowanie popytu). A tak zawsze można wmówić ludziom, że nie są w stanie pojąć podstawowych mechanizmów, w związku z czym mają się nie wtrącać i pozostawić decyzje ekspertom.

(...)

Czym jest ekonomia feministyczna? Dlaczego powstała? Jakie podejmuje tematy?

W zasadzie przyjmuje się, że w latach 90. feministyczna ekonomia stała się odrębnym i uznanym obszarem ekonomii. Wywodzi się ona jeszcze z ruchu feministycznego lat 60., a także z ekonomii neoklasycznej. Jednakże połączenie terminów „feminizm” i „ekonomia” nastąpiło dopiero pod koniec lat 70.

Podstawowymi jej założeniami są:

1. wskazanie i wyeliminowanie uprzedzeń płciowych z ekonomii (które pojawiają się już na etapie tworzenia założeń do badań i w procedurach metodologicznych) tak, aby uwzględniała ona zarówno kobiecy, jak i męski punkt widzenia

2. wzbogacenie ekonomii jako dziedziny wiedzy naukowej o kobiecy podmiot i kobiety jako przedmiot badań, uwidaczniając kobiety w działaniach, które tradycyjnie były postrzegane jako męskie

3. poprawę sytuacji ekonomicznej kobiet. Ekonomia feministyczna postuluje równą płacę za pracę o tej samej wartości, przeciwdziałanie „feminizacji biedy” - to kobiety pierwsze tracą pracę, zarabiają mniej, a za pracę domową nie są wynagradzane, czego pomoc społeczna nie rekompensuje. Powstało na ten temat wiele prac, na język polski został np. przetłumaczony przegląd debat Gillian Hewitson, który dostępny jest on-line pod adresem:
www.ekologiasztuka.pl/think.tank.feministyczny. Z naukowej literatury w języku angielskim polecam periodyk wydawany przez International Association for Feminist Economics (IAFFE), którego jestem członkinią. Nazywa się on po prostu „Feminist Economics” publikowany przez Routledge. Stanowi świetną bazę badawczo-naukową tego, co obecnie dzieje się na świecie w dziedzinie ekonomii feministycznej.

Kto jest prekursorką tej dziedziny?

 Nie ma jednej konkretnej, wiele ekonomistek prowadziło analizy i badania w wymienionych wyżej obszarach począwszy od początku lat 70. Najważniejsze według mnie nazwiska to: Barbara Bergmann, Marianne Ferber, Julie Nelson, Graham Dawson, Nancy Flobre czy moja ulubiona profesorka Diane Elson.

Czy ekonomia feministyczna zajmuje się problemami kobiet – niskie płace, feminizacja ubóstwa, brak świadczeń państwowych dla tzw. gospodyń domowych, postulat opłacania pracy domowej itd. – teoretycznie czy też próbuje im zaradzić poprzez tzw. działactwo?

Ponieważ feministyczną ekonomię cechuje interdyscyplinarność zajmuje się ona jednym i drugim. Przede wszystkim jednak krytyką ustanowionych teorii, metodologii, i różnych podejść politycznych. Krytyka ta zaczęła się od mikroekonomii gospodarstwa domowego (i upartego niedostrzegania nieodpłatnej pracy kobiet przez gospodarkę klasyczną), poprzez rynek pracy, aż do makroekonomii, handlu międzynarodowego, nie pozostawiając żadnego obszaru ekonomii nietkniętego.

Czy ekonomia feministyczna kieruje się jakimiś wartościami? Postulatami?

Pierwsze prace w tej dziedzinie dotyczyły badań nad równością (ang. equity studies). W oparciu o postulaty drugiej fali feminizmu, wychodząc od feministycznego założenia, że kobiety w żadnej dziedzinie nie ustępują mężczyznom, naukowczynie i badaczki starały się tworzyć alternatywne modele i włączać płeć do analiz ekonomicznych. Metodologia feministycznej ekonomii opiera się na pięciu kategoriach:

1. praca domowa - wartość pracy domowej powinna być wliczana do produktu krajowego. Feministyczne ekonomistki zastanawiały się również nad podziałem władzy w gospodarstwach domowych

2. sukces ekonomiczny - oparty nie tylko na produkcji, lecz także wyrażony poprzez poziomu życia ludności, na który składają się indywidualne potrzeby i prawa vide: Human Development Index

3. ludzka reprezentacja - która jest ważna nie tylko w indywidualnym podejściu, lecz także w całym systemie i procesach za nim stojących. Metodologia ta przygląda się systemowi pod kątem nierównego dostępu do władzy niektórych grup społecznych i przeciwdziałaniu tym nierównościom

4. etyczne opinie - metodologia, która nie obserwuje systemu z neutralnej pozycji, lecz moralnej. Jest subiektywna po to, by zawierać feministyczne spojrzenie)

5. płeć, rasa, klasa - feministyczna ekonomia nie tylko bada kobiece zagadnienia w ekonomii, lecz także wielu różnych grup społecznych, szczególnie tych dyskryminowanych

Czy za tzw. zwykłą ekonomią też, Twoim zdaniem, kryją się jakieś wartości?

W zasadzie możemy sobie wyobrazić, że świat jest jednym dużym systemem wzajemnych powiązań produkcyjnych, handlowych, konsumpcyjnych, finansowych etc. Aby wszystko sprawnie funkcjonowało, aby ludzie mieli pracę, aby byli sprawnie zarządzani, motywowani, aby mogli posiadać pewne rzeczy, czy, ujmując to inaczej, aby ich praca i jej wyniki były satysfakcjonujące i umożliwiały samorealizację - budowano różne modele ekonomiczne. Podejścia były różne. Jedni twierdzili, że lepiej nie ingerować za bardzo w to, co robią przedsiębiorcy, nie ograniczać ich, gdyż dzięki ich działaniom rośnie cała gospodarka (to Adam Smith i Stany Zjednoczone). Z drugiej strony w Europie po wojnie, począwszy od lat 50., zaczęto, w imię sprawiedliwości społecznej, wprowadzać różne osłony socjalne, na które rządy znajdywały fundusze obciążając podatkami właśnie przedsiębiorców. Dziś w Polsce mamy ponad sto różnych rodzajów podatków. Są też podatki ukryte, - VAT (Value Added Tax) - którymi obciążone są produkty, które kupujemy. Podatku VAT nie ma w Stanach Zjednoczonych, ale w USA nie ma np. darmowej edukacji wyższej czy ochrony zdrowia. Polecam świetną książkę Babrary Ehrenreich Za grosze. Pracować i (nie) przeżyć która opisuje, jaki wpływ ma taki system na osoby pracujące w gospodarce za najniższe stawki.

W Europie też powoli zaczęto demontować system pomocy społecznej tłumacząc, że nie stać na niego gospodarek europejskich oraz że nie jest ona konkurencyjna w stosunku do USA i obecnie Chin.

Wydaje mi się, że przydałaby się głębsza refleksja na temat tego, jakie mamy oczekiwania i dokąd zmierzamy w przyszłości. Marzy mi się całkiem nowy system, który za wartość nadrzędną przyjmie respektowanie i poszanowanie praw człowieka, który będzie bardziej egalitarny, spełniający oczekiwania ludzi na świecie, dzięki któremu nie będzie już konfliktów, nędzy i głodu, a żadna grupa społeczna i mniejszość nie będzie ekonomicznie dyskryminowana. Może wymagam zbyt wiele, ale wierzę, że urodzi się jeszcze ekonomiczny Einstein.

Czy ekonomia feministyczna coś wywalczyła?

Najważniejszym osiągnięciem było wprowadzenie do ekonomii perspektywy feministycznej, kobiecego punktu widzenia, kobiet jako przedmiotu i podmiotu badań oraz zwrócenie uwagi, że krzywdzące role płciowe i stereotypy dotyczą również tej dziedziny nauki, w związku z czym np. nie promuje się ekonomistek uważając pieniądz i naukę o nim za męską domenę. Feministyczne ekonomistki są bardzo aktywne projektując i lobbując zmiany legislacyjne na rzecz kobiet. Ciągle dążą do wprowadzenia budżetowania pod kątem płci (ang. gender budget), czyli obowiązku tworzenia budżetów, które odpowiadałyby zarówno na potrzeby mężczyzn, jak i kobiet, jako zapisu w dyrektywach. Jak do tej pory udało się dzięki skandynawskim feministkom wprowadzić zasadę „gender mainstreaming”, zobowiązując wszystkie kraje Unii Europejskiej do systematycznego śledzenia równości płci w procesie planowania, wdrażania, monitorowania i oceny wszystkich działań i programów przez nie prowadzonych.

Na ile ekonomia feministyczna to nauka, na ile ruch społeczny? Czy można być ekonomistką – aktywistką i jak taki aktywizm wygląda?

Czy ekonomia neoliberalna jest ruchem społecznym? Nie bardzo. W przypadku ekonomii feministycznej jest podobnie. Przeważnie zajmują się nią różne/-ni badaczki/ -e, naukowczynie i naukowcy – jak np. Amartya Sen, który w 1998 roku otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii za prace nad głodem, teorią rozwoju ludzkiego, ekonomią socjalną.

Jest wiele profesorek, które współpracują z organami rządowymi proponując przeróżne zmiany, np. - jak to było w Anglii – przy dystrybucji zasiłków. Okazało się, że gdy pieniądze odbierała kobieta, wyższa kwota była przekazywana na rzecz dzieci w rodzinie niż w przypadku, gdy odbierał je mężczyzna.

Naukowczynie w Szkocji, badając wydatki Ministerstwa Sportu, doszły do wniosku, że podział funduszy jest bardzo nieegalitarny, gdyż większość dotacji trafia do klubów piłki nożnej i golfa, w które grają przede wszystkim mężczyźni i chłopcy. Wysunięto propozycję, by analogiczne fundusze były przekazywane na alternatywne sporty, np. pływanie czy gimnastykę, które bardziej przyciągają dziewczynki i kobiety. Aby faktycznie doszło do równouprawnienia kobiet i mężczyzn, należałoby przeanalizować wszystkie dziedziny życia pod kątem równego dostępu do niej obu płci, a także równych środków przeznaczanych na działania kobiet i mężczyzn.

Masz swoje mistrzynie w tej dziedzinie? Opowiedz o nich.

Ponieważ od trzech lat zajmuję się budżetowaniem pod kątem płci, to moje mistrzynie prowadzą badania tego właśnie obszaru: Diane Elson, Ronda Sharp i Debbie Budlender. Bardzo dużą część mojej wiedzy i wrażliwości posiadam dzięki profesorce Diane Elson (obecnie wykłada na University of Essex w Wielkiej Brytanii). Po raz pierwszy spotkałam ją dwa lata temu na konferencji IAFFE w Budapeszcie. Powiedziałam koleżance ze Szkocji: nie wierzę, że moje guru ekonomiczne tu jest, że pyta o moją pracę naukową, publikacje, badania, które prowadzę! Bardzo byłam podekscytowana. Oczywiście robiłam Diane zdjęcia, a koleżanka skomentowała, że jestem łapaczką gwiazd. Po chwili jednak przyznała się, że sama kiedyś była na dużej konferencji trzystuosobowej i gdy podczas lunch’u rozmawiała z Diane, to czuła się wyróżniona – typu: patrzcie, patrzcie, kto ze mną rozmawia! Myślę, że nie tylko praca naukowa, spostrzeżenia trafiające w samo sedno, analizy i badania Diane są ujmujące, ale przede wszystkim jej skromna osoba, ciągłe zainteresowanie tym, co się dzieje na świecie, no i aktywizm – lobbowanie rządu, przeforsowywanie korzystnych dla kobiet zmian i działanie na skalę światową – w różnych ciałach doradczych.

Debbie Budlender i Rondy Sharp nie znam osobiście, ale jestem pełna podziwu dla ich wkładu w rozwój nauki. Debbie pracuje w Afryce, a jest to według mnie jeden z ostatnich aktywnych feministycznie obszarów na świecie. Jest koordynatorką Południowoafrykańskiej inicjatywy budżetu kobiecego od 1995 r. i pracuje w organizacji pozarządowej CASE (Community Agency for Social Enquiry), jest także konsultantką ds. płci kulturowej, zatrudnienia, czy ubóstwa w 25 krajach świata. Dla mnie jej prace są o tyle ważne, że analizy przez nią przeprowadzane i opisywane, czy też różne pomysły dot. zaangażowania się w sprawy związane z równouprawnieniem, przekazuje ona z perspektywy organizacji pozarządowej, wskazuje na rolę trzeciego sektora w ekonomii i społeczeństwie. Wiele z nich można przenieść na grunt europejski i ja też staram się to robić.

Ronda Sharp jest australijską ekonomistką i to jest istotne, m.in. dlatego, że to Australia była pierwszym krajem na świecie, który wprowadził budżetowanie pod kątem płci (w 1984 r.). Prace Rondy były przetłumaczone na wiele języków (niemiecki, hiszpański, języki skandynawskie). Podkreślała w nich wagę zaangażowania w budżetowanie społeczeństwa obywatelskiego - bo instytucje rządowe nie mogą same siebie monitorować - i tworzenia budżetów zadaniowych, gdyż tylko takie budżety można badać pod kątem płci. W Polsce dominują budżety liniowe i takie analizy są bardzo trudne.

Czy mogłabyś polecić lektury z dziedziny ekonomii feministycznej dla nieekonomistek?

Niech spojrzę na moją półkę. W języku polskim poleciłabym Ekonomię i płeć pod redakcją A. Geske Dijkstra i Janneke Platega, Nieodpłatną pracę kobiet pod redakcją Anny Titkow, Danuty Duch-Krzystoszek i Bogusławy Budrowskiej, publikację Banku Światowego Płeć a możliwości ekonomiczne w Polsce: czy kobiety straciły na transformacji? oraz niewielką publikację wydaną przez Polskie Stowarzyszenie Edukacji Prawnej Równouprawnienie kobiet i mężczyzn na rynku pracy w praktyce. Polecam też tłumaczenia ze stron think tanku feministycznego:
www.ekologiasztuka.pl/think.tank.feministyczny/, znajdują się tam bardzo ważne dla feministycznej ekonomii pozycje, z którymi na pewno warto się zapoznać.

Rozmawiała: Anna Zawadzka (‘Leworęczna” zine)

poniedziałek, 12 listopada 2007

Link do strony kampanii „zrobione-docenione-wiele warte" nie bez kozery opisałam słowem „najważniejsze".

logo kasy

www.kasakobiet.oai.pl

Już w 2000 roku Anna Mieszczanek  zaczęła przekonywać Polki i Polaków, że praca domowa ma sens i znaczenie, a za to sensu nie ma sytuacja w której do prac domowych przymusza się, bądź ich nie wynagradza.

Same o sobie:

„W latach 2001-2003 zaczęliśmy mówić publicznie o tym, że praca
wykonywana w domach to PRACA. Patrzyli na nas jak na różowe słonie z kokardkami.

Ale sporo dowiedzieliśmy się wtedy o tym , co w tej sprawie myślą na świecie. (...) Dziś jesteśmy na kolejnym  etapie. W mediach sporo się już pisze i mówi o domowej pracy. Wciąż dzwonią do nas dziennikarze - nasi najwięksi sprzymierzeńcy. I nagrywają wywiady do radia i tv, piszą teksty.
Dziś możemy się już zastanawiać ILE  WARTA jest ta praca. Możemy się spierać czy 1200 zł - jak obliczył rok temu GUS,  czy 2600 -  jak obliczyli sześć lat temu naukowcy z SGGW.

Dziś Fundusz Inicjatyw Obywatelskich  przekazał nam pieniądze, dzięki którym zbieramy  grupę naukowców, żeby przygotować raport o pracy domowej i zaproponować rządowi kilka najważniejszych kroków, które trzeba zrobić tu i teraz, w biednej Polsce, żeby ludzie, którzy robią codziennie to, bez czego świat nie mógłby istnieć -  nie  czuli się zbędni i bez wartości.  Ten raport przekażemy potem Wam - którzy nas teraz czytacie. I poprosimy Was: stwórzcie z nami SIEC osób, które w końcu  doprowadzą  do mądrych rozwiązań systemowych."

Jak widać - kampania jest nastawiona na edukację i informację, jest kotłem w którym naprawdę wrzeJ

Na stronie  znajdziemy:

  • Informacje o tym co gdzie się dzieje, i niezbędne kontakty, jeśli chcemy się przyłączyć się do kampanii. Każde województwo ma swoją liderkę, pomagać można przy organizowaniu konferencji, akcji ulicznych - i nie tylko.
  • Zwarte i zrozumiałe artykuły zaznajamiające z ABC teorii pracy domowej - opracowania ekonomiczne, socjologiczne. Także artykuły z gazet, wywiady ze znanymi ludźmi, ciekawe cytaty dotyczące pracy domowej, artykuły krytycznoliterackie (puszczam oko;),  a nawet krótki  psychologiczny poradnik pomagający w domowej komunikacji.
  • Świetny newsletter - linki do związanych z tematem artykułów z polskiej prasy, rzetelne omówienia i analizy zawiłych politycznych decyzji wpływających na nasze życie, sprawozdania z imprez kampanii.
  • Konkursy - aktualnie zespół zbiera pomysły na nowe nazwy dla niefortunnych terminów „urlop macierzyński", „zasiłek macierzyński" itp.  
  • Forum - ten ciekawy kawałek multiversum dopiero czeka na zagospodarowanie.

 Nie ukrywam, że często będę zapraszać do wspólnego buszowania po kasiekobiet.

| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
SPIS TREŚCI BLOGA
kantallupa, naja i ich blog - bałagan
spiżarnia - półki pełne informacji
blogi - poezja i proza codzienności
blogi kobietologiczne
mądrale
inne wcielenia
kantallupa czyta
tu pisuje, tu bywa naja
autorki bloga - kontakt
zGGadaj się z nami!
Krewni i znajomi królika




Pokochaj świat, zacznij od siebie. Podaj dalej!

statystyka