ALE BAŁAGAN W TYCH DOMOWYCH PORZĄDKACH!!!!!!!!!!!!!!! Zamiatamy pojęciowe śmieci, odkurzamy zaśniedziałe poglądy a z fartucha robimy sztandar nowej udomowionej filozofii dla chłopców i dziewczynek.
niedziela, 20 lutego 2011

Ostatnio w środku sieciowego sklepu z ubraniami napadło mnie fatalne uczucie, że jestem taka malutka i bardzo biedna. Było to o tyle dziwne, że sklep był jak najbardziej na moją kieszeń i właśnie niedawno pozbyłam się innych typowych problemów - schudłam o dwa - trzy rozmiary. Wszędzie dookoła wisialo mnóstwo całkiem fajnych rzeczy, w które mogłabym bez problemu wejść i bez problemu za nie zapłacić.

- No właśnie to nie jest nic dziwnego. Jak nic na ciebie nie pasuje, to po prostu chwytasz pierwszą rzecz, w którą się zmieścisz i wychodzisz,  bardzo zadowolona, że w ogóle taką znalazłaś. A jak wszystko pasuje, to nagle chcesz coś naprawdę ładnego i to już dużo trudniej znaleźć, zobaczysz sama, że rzadko w sklepach coś ładnego jest. - tako rzekła Mądra Osoba, Mająca To Samo (wielkie pozdro).

I zrobił mi się w głowie klik. Bo mnie się ostatnio wszystko ze wszystkim kojarzy i wszystko się spaja w niesamowite łańcuchy znaczeń.* Może z innego punktu widzenia one nie są dostrzegalne. Dlatego może odnosicie wrażenie, że ostatnio moje wpisy są nieco nie na temat. Odnosicie? To trudno...  Bo mnie się jeszcze... eee... ta sytuacja kojarzy z... jedną z moich ulubionych postaci filmowych... eeee... Oczywiście filozoficznie mi się kojarzy... No bo wcale niełatwo jest być piratem... Piratką... A właściwie to jest niedziela i nie chce mi się tłumaczyć... Wpis niedzielny. O byciu nie-dzielnym.

 

 

poniedziałek, 14 lutego 2011

W dzień świętego Walentego Silk podbił moje serce!

Oto on i jego muza

 

Brawo!!!!

 

Znów jestem gotowa się oświadczyć!

piątek, 11 lutego 2011

 

Niekontrolowana rozrzutność nie jest dobrą cechą.


Kiedy idziesz przez sklep i widzisz TO COŚ - zastanawiasz się: "czy mnie na to stać". Zastanawiasz się także, gdy robiąc codzienne zakupy, sięgasz po rzecz z wyższej półki. Gdy masz zamiar zainstalować nowy internet. Gdy chcesz założyć konto bankowe i gdy masz propozycję ubezpieczenia mieszkania.

Portfelowa myśl miga z tyłu głowy także gdy masz wybrać prywatnego lekarza i droższy antybiotyk. Gdy planujesz wakacje, weekend, albo popołudnie z rodziną, wybierając, myślisz "czy mnie na to stać".

Czas ma nie mniejszą wartość niż pieniądz. Chyba nawet większą, bo to Twój czas, Twoje życie.

Ważny jest też Twój dobrobyt - nie, nie luksus, ale dobrobyt rozumiany jako stan bieżącego zaspokojenia Twoich potrzeb podstawowych, minimalnej choćby pewności jutra i minimalnego choćby zabezpieczenia sobie tyłów na wypadek niepowodzeń i burz. Bez tego trudno żyć. A to zależy nie tylko od tego co w tej chwili masz w portfelu, ale także od Twojego potencjału, Twojej samodzielności, Twojej pozycji.


Pytanie "czy mnie na to stać" warto sobie zadawać nie tylko kupując. Ja często mam ochotę je zadawać innym:

"Czy naprawdę stać Cię na Twój obecny styl życia?"


Bo niekontrolowana rozrzutność nie jest dobrą cechą.

 

poniedziałek, 07 lutego 2011

Właśnie przeczytałam, że Szanowna Elita Niespecjalnie Aktywnych Trutni, popularnie zwana Senatem RP, zabrała się za ustawę żłobkową.

A przedstawiciel lewicy - Włodzimierz Cimoszewicz błysnął następującym pomysłem:

„Podjęcie decyzji o przyjęciu dziecka do żłobka lub klubu dziecięcego poprzedza się udzieleniem rodzicom pełnej informacji o potwierdzonych przez ekspertów skutkach takiej decyzji".

 

To może ja też udzielę pełnej informacji o potwierdzonych przez ekspertów skutkach komplikowania instytucjonalnej opieki nad dziećmi do lat 3:

 

- dyskryminacja kobiet na rynku pracy poprzez wymuszanie wybierania pomiędzy posiadaniem dzieci a pracą zawodową

- narażanie kobiet na marginalizację i ubóstwo - powrót na rynek pracy po trzyletniej przerwie jest co najmniej utrudniony

- gorsze warunki wychowania i rozwoju dla dzieci mających w domu warunki niżej średniej i/lub rodziców, którzy nie mają predyspozycji/inwencji/wiedzy/motywacji do stymulowania ich rozwoju

 

Fajnie byłoby, gdyby Ci, których delegujemy do myślenia o naszych interesach, potrafili myśleć.

 

 

 

 

 

poniedziałek, 31 stycznia 2011

 

- No weź, ja się muszę wykąpać, nie możemy tak od razu jechać!

- Ale to długo bardzo, lepiej jedźmy.

- Nienienie, zobacz, sam wymyty, wypachniony, w nowej koszulce, będziemy szli przez castoramę i wszyscy będą myśleć, co taki fajny chłopak robi z taaaką flądrą!

- A może będą myśleć, co taka fajna flądra robi z taaakim picusiem?

 

Jakiś czas temu na jednym z blogów, które czytam, był konkurs. Trzeba było zaproponować utwór złotomedalowy dla Little Joan.


Tu szczegóły   

Nagrodą miał być wpis na życzenie, czyli stylizacja na życzenie. Dzięki "A Funeral Of A Provincial Vampire" Jelonka dostałam wyróżnienie, a wraz ze mną dwie inne osoby. Ja zaproponowałam "gospodynię domową", a pozostała dwójka: buduar i orient.

 

Powstał piękny wpis, który można obejrzeć tutaj

 

Najbardziej podoba mi się zdanie:

"- W lutym nie będę gubił koszul - mówi on."

sobota, 29 stycznia 2011

Przeglądam zeszłotygodniowe Wysokie Obcasy i od razu rzuca mi się w oczy tekst Agnieszki Graff pt. „Równość. Od ulicy i od kuchni”. Znajduję stronę 34, patrzę na zdjęcia załączone do artykułu i od razu odechciewa mi się czytać.

Zdjęcia są dwa i przedstawiają karykaturę mężczyzny, w dodatku pochodzącą z 1910r. Co z tego, że pod spodem jest komentarz?! Podejrzewam, że mało który mężczyzna czytający WO zada sobie trud, by się nim zainteresować. Facet czytający WO to, moim zdaniem, ktoś, komu bliskie są idee równouprawnienia, zainteresowany jest tematami, które stereotypowo nazywa się „kobiecymi”. Taki facet zapewne nie chce oglądać swoich karykatur, które przypominają mu o tym niechlubnym czasie, kiedy to połowa ludzkości nie miała praw wyborczych, nie mogła studiować, etc.

To po pierwsze.

W tekście Graff dostrzegłam dwie perspektywy. Na pierwszą się zjeżyłam i pomyślałam sobie ze zniecierpliwieniem: „znowu???!!!! Ileż można???!!!” Ileż można pisać o tym, jak bardzo byłyśmy ciemiężone, jak dyskryminowane, jak bardzo sufrażystki dostały w d… Po co wywlekać te przerobione w tę i  we w tę tematy? Po co sięgać po stałe toposy typu: „dlaczego mężczyźni tyle wysiłku poświęcają, by nas (…) wypchnąć, a nasze wysiłki ośmieszyć, strywializować?” – to by był pierwszy, na który reaguję alergicznie. Drugi: „babski sabotaż, babska niesolidarność”. Trzeci: przypomnienie, że my, feministki, te mechanizmy i przejawy dyskryminacji zauważamy i katalogujemy, że nic wam nie ujdzie na sucho – chciałoby się dodać. Czwarty: polityczne układy mężczyzn. Piaty: a w tej Szwecji, to… Szósty: … Ach, odechciało mi się wyliczać.

 

W pierwszej części tekstu Graff pisze jak akademiczka. Jej wywód przypomniał mi moje własne rozczarowanie feminizmem zamkniętym w ścianach uczelni, ograniczonym do konferencyjnych wywodów, instytutowych rozważań elitarnej grupy uprzywilejowanych własnym porządnym genderowym wykształceniem kobiet, wypowiadających się w jedynie dla nich zrozumiałym języku feministycznych terminów i aluzji.


Z tego zamknięcia, w stronę wyjścia do ludzi i ich codziennych spraw wyprowadził mnie ten blog, a właściwie pomysł mojej przyjaciółki an.naji, by pisać o nieodpłatnej domowej pracy kobiet. Dziękuję Ci raz jeszcze:-)

Dlatego też druga część artykułu Graff bardzo mi się podoba. Część, w której pisze ona z „matczynej” perspektywy, bo jako matka 2-latka myśli „jakby bardziej od kuchni, bo też w rozmaitych kuchniach” spędza teraz sporo czasu.

Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że to, o czym wcześniej pisała i mówiła Graff (znam jej każdą książkę) jest mało ważne, za erudycyjne, trafia jedynie do ograniczonego kręgu odbiorców. Skąd! To wszystko są ważne myśli, idee, koncepcje, spostrzeżenia. Uwielbiam Graff!!!! I cieszę, że przy drugiej części jej tekstu mogłam wykrzyknąć: „no, nareszcie!”.

Tylko oprawa tych świetnych spostrzeżeń mnie mierzi. Dość mam sięgania do historii sprzed 100 lat! Wiem, że były ważne, ale współczesne kobiety bardziej zainteresowane są tym, co tu i teraz, więc zamiast zastanawiać się and tym, co państwo „musi” – kolejny topos – ja poproszę o więcej takich tekstów. Dla mnie to one są pracą u podstaw nie do przecenienia. I jeszcze jedno życzenie mam, żeby mężczyzn też wreszcie docenić, a nie tylko pracę domową kobiet;-) Pokazywać ich z dzieckiem na ręku, gotujących, pielęgnujących, doglądających. Przecież oni to robią, coraz częściej i coraz więcej. Dajmy już sobie spokój z tymi pocztówkami sprzed 100 lat!!!

czwartek, 20 stycznia 2011

Taki jest wynik alebalaganu w tegorocznym konkursie Blog Roku.

Wśród bardzo wielu branż, praca domowa kobiet zaprezentowała się bardzo, z braku lepszego słowa,  porządnie:)

 

BARDZO DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM ZA GŁOSY, WSPARCIE I DOBRE SŁOWO,

ORAZ

SERDECZNIE WITAMY NOWE OSOBY, ZAPRASZAMY DO LEKTURY I JUŻ CIESZYMY SIĘ NA WIELE CIEKAWYCH DYSKUSJI:)

 

PS. Gratulujemy naszej blog-sympatii, frustratce sfrustrowanej, wejścia do finału w kategorii "profesjonalne" i trzymamy za nią kciuki:)

Oświadczałam się już kilka razy. Zwykle mężczyznom żonatym. Nie ważny był dla mnie ich wiek, wykształcenie, zera na koncie. Nic z tych rzeczy.

Jedni mają okulary równości, inni oświadczyny. Moje poprzednie można przeczytać: oświadczyny kantallupy 1 i oświadczyny kantallupy 2.

 

Po raz kolejny przychodzi mi uklęknąć, taka jestem staroświecka, rękę drżącą z emocji wyciągnąć, bez pierścionka, i wyszeptać z gardłem ściśniętym: „Czy nie zostałby Pan moim mężem?” Odpowiedzi najczęściej nie ma. Wcale na nią nie liczę. Dla mnie najważniejsze jest, że ktoś zasłużył na moje osobiste zainteresowanie i publiczne, bo zawsze w necie, oświadczyny.


Najbezpieczniej jest się właśnie oświadczać żonatym. Nie zainteresują się, nie będą sobie guglać kantallupy, wyobrażać, jak wygląda i co robi. Wiadomo, że żaden się nie zgodzi. A mnie do bycia żoną się nie spieszy. Jako posag wnosić komuś do życia 2 godz. wolnego dziennie?  O, niedoczekanie!

 

Ośmielam się donieść, że jestem gotowa oświadczyć się kolejnemu. Oto, on! Nazywa się Paweł Długosz i trafnie stwierdza, że męski feminizm zaczyna się w kuchni.

 

A a propos tego tekstu, moja niezrównana współblogini an.naja popełniła przed świętami roku 2008 taki oto projekt.

 

 

wtorek, 18 stycznia 2011

Rozpoczęłam nowy zawód. Kupiłam sobie piękne obrazki, przyszły w dużej paczce, pachnące nowością. Przejrzałam i...

 

 

szukam teraz chętnej osoby (znającej się na grafice), która by mi zrobiła te obrazki jeszcze raz (chodzi o czasowniki), w tej samej stylistyce i kolorystyce, ale z RÓŻNICĄ. Płciową oczywiście!

 

----

przypominamy o tym, że głosowanie na naszego bloga w konkursie Blog Roku jest fajną formą poparcia równości w domu:) (B00266, na nr 7122, koszt 1,23 zł)

walczymy o miejsce dla pracy domowej w pierwszej dziesiątce blogów profesjonalnych:)


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
SPIS TREŚCI BLOGA
kantallupa, naja i ich blog - bałagan
spiżarnia - półki pełne informacji
blogi - poezja i proza codzienności
blogi kobietologiczne
mądrale
inne wcielenia
kantallupa czyta
tu pisuje, tu bywa naja
autorki bloga - kontakt
zGGadaj się z nami!
Krewni i znajomi królika




Pokochaj świat, zacznij od siebie. Podaj dalej!

statystyka