ALE BAŁAGAN W TYCH DOMOWYCH PORZĄDKACH!!!!!!!!!!!!!!! Zamiatamy pojęciowe śmieci, odkurzamy zaśniedziałe poglądy a z fartucha robimy sztandar nowej udomowionej filozofii dla chłopców i dziewczynek.
wtorek, 12 kwietnia 2011

 

W poprzednim wpisie padło moje podszyte złością pytanie, dlaczego to jest takie oczywiste, że praca dekarza jest warta więcej niż praca przedszkolanki. Na blogu dyskusja jeszcze nie rozgorzała, ale poza blogiem owszem.

 

Mam takie odpowiedzi:

Bo trzeba by trzech przedszkolanek, żeby wykonały pracę jednego dekarza.

Nieprawda.Trzeba by dużo więcej a pewnie i tak by nie wykonały jej dobrze.

Tak samo jak trzech dekarzy nie wykonało by dobrze pracy jednej przedszkolanki.

Nie w tym rzecz.


Bo dekarz ma bardzo szczególne predyspozycje, w tym siłę i odporność fizyczną oraz możliwość pracy na wysokości.

Nie w tym rzecz.

Nauczyciele przedszkola też są badani przez lekarza medycyny pracy i też nie każdy może wykonywać ten zawód, zaś rzadkość występowania podstawowych predyspozycji koniecznych w tym zawodzie jest co najmniej taka sama jak brak przeciwskazań do pracy na wysokości.


Bo to nie jest komuna i wszystkim rządzi wolny rynek.

Ciepło.

Ale popyt na przedszkolanki nie jest napędzany przez wolny rynek. Publicznym przedszkolom do wolnego rynku daleko, gdyby to był wolny rynek, to podaż odpowiadałaby popytowi.

 

Bo sprzątaczki też nie zarabiają tyle co prezesi.

Oj, ale my nie porównujemy zawodu do którego trzeba mieć NIŻSZE kwalifikacje i mniej się zarabia do zawodu, w którym trzeba mieć WYŻSZE kwalifikacje i się zarabia więcej. Odwrotnie, do bycia przedszkolanką konieczne są studia kierunkowe, do bycia dekarzem – badania wysokościowe plus szkoła zawodowa lub gimnazjum i kurs zawodowy, ale właściwie gimnazjum i doświadczenie wystarczą.

Bardzo nietrafiona analogia.


Bo bardzo trudno o wyszkolonego dekarza a pedagogikę kończy bardzo wiele ludzi.

Gorąco!

Ale teraz nie sprowadzamy rozmowy tylko dlatego, że "bo dziewczynki nie chcą inaczej". Nie, zaczynamy mówić o innych rzeczach, o których wszyscy wiedzą,

o tym, że młodzi są zostawieni sami sobie z wyborem zawodu,
o tym, że brak jakiejkolwiek koordynacji kształcenia zawodowego i wyższego z realnymi potrzebami rynku pracy (MEN oczywiście nie wie w czym rzecz i gdzie tu problem),
zaczynamy mówić o ruinie kształcenia zawodowego,
o debilnych programach, metodach i warunkach nauczania, które sprowadziły edukację do bezrefleksyjnego przyswajania i ładnego sprzedawania informacji.

A także o beznadziejnie funkcjonującej polskiej gospodarce i emigracji zarobkowej. No właśnie.


Bo taki nauczyciel to ma wakacje, ma trzynastkę, ma umowę na długo i jak jest chory to może nie przyjść, a dekarz dostanie za tyle ile zrobił, a poza sezonem etatu miał nie będzie.

Parzy!

Getta zawodowe tworzą się przede wszystkim ze względu na warunki i tryb zatrudnienia. Przygięty do podłogi kosmicznymi podatkami i kosztami pracy pracodawca biznesowy, zwłaszcza mały przedsiębiorca, nie będzie przestrzegał kodeksu pracy, nie da stabilnego zatrudnienia, bo tnie koszty, redukuje ryzyko i jest w każdym calu zachowawczy. Nie zainteresuje się także takim pracownikiem, którego decyzja o powiększeniu rodziny przełoży się na takie straszne rzeczy jak urlop macierzyński, wychowawczy, czy dni wolne z tytułu opieki nad dzieckiem. Nic go zresztą do zatrudniania takich pracowników nie motywuje ani nie goni.

W efekcie kobietom pozostają pracodawcy instytucjonalni – jedyni, którzy zmuszeni są przez przepisy trzymać się litery prawa pracy.

 

W efekcie ja mówię, że w problemie gett zawodowych naprawdę nie ma nic oczywistego.

Dziś znowu trafiłam na tekst o nierównych zarobkach kobiet i mężczyzn. Zawsze kiedy trafiam na ten temat, robię się wkurzona. Zawsze trafiam na ten sam zestaw tez, przekonań, mitów, argumentów, A NIECH JE SZLAG. Zazwyczaj cały zestaw zostaje nam w jakiś sposób pokazany i... i to tyle. Racjonalnej, popartej doświadczeniem życiowym dyskusji o tym co można by zrobić BRAK. Oderwane od rzeczywistości opinie ekspertów występują za to w roli głównej.

Opisy problemu nierównych zarobków kobiet i mężczyzn są uproszczone pod prasowe kopytko. Zazwyczaj po przeczytaniu takiego tekstu odnosimy wrażenie, że chodzi głównie o to, że jak kobita przychodzi do pracy na analogiczne stanowisko, co facet, to w umowie, w podstawie wynagrodzenia będzie u niej mniejsza suma niż u faceta. Do tego dochodzą jakieś tam towarzyszące zjawiska i to, że kobiety na rynku pracy ogólnie mają przerąbane.

Otóż nie! NIE TYLKO na tym to polega.

Polega na podwójnej normie oceny jakości i wydajności pracy, na podwójnej normie liczenia premii i wszelkich gratisów, na podwójnej normie trybu i warunków zatrudniania, na "oczywistym" różnicowaniu zarobków osób zajmujących się innymi obowiązkami, ale będących na tym samym poziomie w hierarchii. Polega również na zjawiskach towarzyszących - na gettach męskich i żeńskich zawodów, na "lepkiej podłodze", "szklanym suficie" i na antyrodzinności pracodawców, odbijającej się głównie na kobietach.

A mnie najbardziej w tym wszystkim porusza sprawa gett zawodowych.

Kiedy już ktokolwiek w ogóle wszczyna dyskusję o sfeminizowanych do cna przedszkolach, oddziałach szpitalnych, urzędach, kierunkach humanistycznych to zamykam oczy i uszy bo normalnie boję się, że zaraz eksploduję. Moim zdaniem mówi się o tym w sposób, który totalnie stoi na głowie i do niczego nie prowadzi. Bo odwoływanie się do oczywistości, które WCALE NIE SĄ OCZYWISTE naprawdę jest drogą donikąd.

Czy Wy uznajecie za oczywiste, że po kierunku humanistycznym powinno się mało zarabiać?


Czy uważacie za naturalne to, że praca pielęgniarki czy przedszkolanki to pikuś mały z robotą dekarza?


Czy sądzicie, że ludzie mający predyspozycje do wspierania innych, pomocy w problemach są gorsi i mniej inteligentni niż ludzie utalentowani technicznie?


Czy jesteście zdania, że skoro dziewczynki NIE CHCĄ się kształcić technicznie, to powinny pogodzić się z tym, że zawsze będą zarabiać mniej i nie ma co drążyć tematu?


Czy uważacie, że zarządzanie potencjałem zawodowym młodego pokolenia polega tylko na tym, co rodzice mowią dzieciom w domu?


Czy źródeł powstawania kobiecych gett upatrujecie tylko w tym jaki w danym getcie jest zakres obowiązków i rodzaj wykonywanych czynności?


Czy sądzicie, że prawo powinno być napisane tak, żeby przestrzeganie kodeksu pracy zależało od stopnia świadomości, dobrej woli i sytuacji ekonomicznej pracodawcy?

 


Bo ja nie.



Tradycyjnie zapraszam do mnożenia wątpliwości i dyskusji.

A OSOBY CZUJĄCE NIEDOSYT ZAPRASZAM DO PRZECZYTANIA DALSZEGO CIĄGU WPISU

 

-------

Czytaj również:

Jak MEN obrażał kobiety i mężczyzn akcją promocyjną dla młodzieży
Co to jest ekonomia feministyczna
Mrówki robotnice - gdzie praca, tam kobiety



wtorek, 05 kwietnia 2011

Wyobraźmy sobie taką sytuację:

 

Przychodzi kobieta do doradczyni zawodowej i mówi: "Chcę wybrać drogę kariery dla siebie, rozważam pracę na etacie w zawodzie takim to a takim, albo zostanie gospodynią domową".

Zakładamy, że doradczyni w tym momencie nie spada z krzesła ze zdziwienia, ponieważ ma przodków, dajmy na to Indian, i po nich zimną krew. Ani mruga okiem i po prostu zabiera się do standardowej procedury planowania kariery, tak jakby pomagała wybrać, powiedzmy, pomiędzy karierą psycholożki a historyczki, operatorki widłaka a kasjerki.

Rozmowa oczywiście toczy się w swoim tempie i doradczyni dowiaduje się w tak zwanym międzyczasie wiele o sytuacji zawodowej i życiowej swojej klientki. Proces doradczy może toczyć się różnie, ale zasadniczo następujące elementy pewnie się w nim pojawią:

 

Zgromadzenie informacji na temat klientki:

Umieszczenie aktualnej sytuacji zawodowej na osi czasu - jakie doświadczenia zawodowe są za nami, jakie przed nami. Czy jest dalekosiężny cel/plan, czy może jakiś ogólny kierunek? Jaki on jest?

Zebranie informacji o umiejętnościach zawodowych, osiągnięciach, kwalifikacjach, sytuacji społecznej, rodzinnej, ekonomicznej, zdrowotnej, sieci wsparcia.

Diagnoza predyspozycji i zainteresowań zawodowych (test) wraz z interpretacją wyniku - jakie środowiska i tryby pracy są preferowane, w jakich mogą wystąpić trudności.

Przeanalizowanie informacji na temat preferowanych karier, w tym:

Charakterystyki branych pod uwagę zawodów, w tym:

typowych czynności zawodowych,
pożądanych predyspozycji,
wymaganych kwalifikacji, uprawnień,
warunków i trybu pracy,
typowych stanowisk i uśrednionych zarobków w zawodzie dla danego rynku pracy,
trendów branż i trendów w gospodarce,
możliwości awansu zawodowego, rozwoju zawodowego, przekwalifikowania
systemu wartości związanego z wykonywaniem danej pracy, norm zachowania.

Opisu konkretnego rozważanego stanowiska pracy, szczegółowego zakresu zadań na stanowisku, wymagań, oczekiwań konkretnego pracodawcy, jego oferty.

Dokonanie analizy pod kątem wybranej kariery.

Podział zebranych informacji o klientce pod kątem silnych i słabych stron, możliwości i zagrożeń. Rozważenie jak za pomocą silnych stron i wykorzystywania możliwości można pokonać słabe strony i zagrożenia.

Zaplanowanie kilku wariantów - alternatywnych - kariery, od najbardziej idealnego, po najbardziej "minimalistyczny".

Podjęcie decyzji zawodowej - wybór wariantu "na teraz".

(opracowanie własne)


 

Uważam, że całą tą myślowo-analityczną procedurę da się wykonać i POWINNO SIĘ wykonywać przed podjęciem decyzji o zostaniu gospodynią domową. Nawet, jeśli ma to być wybór tylko na kilka miesięcy/lat.


Prawda, że takie pytanie:

"Czy nie chciałabyś zająć się domem przez jakiś czas, zanim dzieci podrosną"

brzmi inaczej niż takie:

"Czy chciałabyś się zająć na wyłączność mało satysfakcjonującą i mało prestiżową, odpowiedzialną pracą, niezwiązaną z Twoimi kwalifikacjami, o nie do końca określonym trybie i zakresie, bez umowy, wynagrodzenia i składek na ZUS?"

 

 

piątek, 01 kwietnia 2011

Od początku lutego na ulicach polskich miastach na citilightach AMS można oglądać plakaty finalistów 10. edycji konkursu Galerii Plakatu AMS poświęconej kwestii równouprawnienia.

jak donosi gazeta.pl

 

24 przedstawione plakaty pokazują zróżnicowane podejście do tematu równouprawnienia i zróżnicowany poziom. Główną nagrodę zgarnął autor plakatu drobiowo-politycznego, który ciekawie koresponduję z rozkręconą ostatnio przez PK akcją  "przyczep sobie ptaszka".

 

Mnie najbardziej przekonały prace Krzysztofa Malczewskiego:

Krzysztof Malczewski - nie chcę stolnicy zamiast tablicy

 

Krzysztof Malczewski - Arbeit macht Frau

 

Bliska bałaganiarskiemu sercu jest także praca Agnieszki Strzęp:

Agnieszka Strzęp - znajdź jedną różnicę

Druga praca tej samej autorki zdobyła wyróżnienie:) Podoba mi się zwłaszcza klarowność przekazu:

Agnieszka Strzęp - wyróżniony plakat

 

Naprawdę super prace, widać, że do tematu można podejść w odkrywczy sposób:)

 

Pod newsem trwa flejm na temat kobiecego szowinizmu i łatania kobiecych kompleksów JEDNĄ Marią Skłodowską - Curie... Przypomina mi to o jeszcze jednym plakacie, który mi się bardzo spodobał:

Robert Widomski - Młotki na plakacie

 

 

 

piątek, 25 marca 2011

Wpis dedykowany:) Mariance, Ewie, Andzi i Weroni

 

 

Typowa kobieta? Nietrudno mi ją opisać.

 

Podręcznik do biologii, zarysy sylwetek:
typowa kobieta ma długie włosy, wyraźnie zaznaczone piersi i biodra, jest wcięta w talii, ma niewielkie dłonie i stopy, niezbyt wyraźnie zaznaczoną muskulaturę i niespecjalnie wysoki wzrost.

 

Fotosy w czasopismach:
typowa kobieta ma twarz o rysach przywodzących na myśl dziecko, albo kota – duże oczy, brwi dość wysoko, gładka skóra, wyraźnie zaznaczone, pełne usta, cofnięty i niewielki podbródek, niewielkie uszy.

 

Czasopisma dla kobiet, literatura, powszechne przekonania, nauka religii, książki dla nastolatków, lekcje z przystosowania do życia w rodzinie organizowane w moim LO:
typowa kobieta ma usposobienie łagodne, opiekuńcze, acz kapryśne i niestabilne, jest bardzo emocjonalna, interesuje ją też świat emocji innych ludzi, ma także duże potrzeby emocjonalne, lubi dużo mówić, ceni takie wartości jak miłość, rodzina i własna uroda, typowa kobieta bez problemu potrafi zajmować się dziećmi, rodziną i swoją urodą, nie mówi wprost czego chce w związku, zazwyczaj chce stabilnego związku, jest w pełni, bez wahań heteroseksualna i heteronormatywna

 

Wsparcie informacyjne, które dostałam od rodzica, wychowawczyni i książki „Płeć mózgu”, kiedy wybierałam zawód:
typowa kobieta ma uzdolnienia analityczne, nie syntetyczne i humanistyczne, nie ścisłe, sprawdza się przy powtarzalnych monotonnych czynnościach, nie sprawdza się w pracy koncepcyjnej

 

Bravo:
ma trudności z osiąganiem satysfakcji seksualnej, najczęściej bardzo angażuje się uczuciowo, stara się na wszelkie sposoby sprawić przyjemność partnerowi, bywa nieśmiała, rzadko inicjuje zbliżenia

 

Półka „kobiety” w Empiku:
kocha kuchnię, robótki ręczne, dbanie o swoją urodę, pasjonuje się życiem gwiazd, dietami, fitnessem i wychowywaniem dzieci

 

No dobra, a teraz otwórzcie szeroko oczy i rozejrzyjcie się dokoła siebie.

 

Ekspertki w dziedzinie stylu i ubierania się – Trinny i Susannah twierdzą, że istnieje 12 typów kobiecych sylwetek. 2 z nich – wiolonczela i klepsydra, z grubsza spełniają powyższe wymogi i cechują około 10% wszystkich kobiet.

 

Twarze… Oto kobiece twarze. Znaczy przepraszam, nie „kobiece twarze” tylko twarze kobiet.

 

twarze kobiet

za portalem www.crossdressing.pl - ilustracja wykorzystana przez Chloe Springfield

 

Jeśli ktoś z Was pracuje w miejscu, w którym spotyka się bardzo wielu ludzi, to wie, że zdjęcia powyżej nie są wybrane tendencyjnie, tylko statystycznie. Szokują, bo jesteśmy przyzwyczajeni do oglądania innych zdjęć. Te same kobiety spotkane na żywo w naszym codziennym życiu jako nasze sąsiadki, klientki, przedszkolanki, koleżanki, szefowe, wcale by nas nie zszokowały. Ile procent wszystkich kobiet ma te idealne proporcje oczu, brwi i podbródka?

 

Wracając do prawdziwych kobiet... Może warto się zastanowić. Skoro zmysły tak strasznie robią nas w bambuko przy tak oczywistej rzeczy, jak wygląd, to jak bardzo muszą nas rolować na mniej namacalnych rzeczach takich jak usposobienie i zachowanie?


 

Mimo wszystko mamy głębokie przeświadczenie, że jednak wiemy, jak wygląda i zachowuje się „typowa kobieta”.

 

 

Dlaczego? Częściowo dlatego, że niezależnie od bazy wyjściowej w znacząco wielu przypadkach kobiety starają się to i owo zamaskować, to i owo podkreślić, podskubać, tu i ówdzie przesunąć proporcje. A częściowo dlatego, że przyzwyczailiśmy się do fikcyjnej ramy odniesień – wiemy jak MA WYGLĄDAĆ kobieta, nieważne jak WYGLĄDA ta, która stoi przed nami. W skrócie rzecz ujmując – 90 % kobiet, które spotykamy jest dość daleka od „typowości”. Ale nasz mózg robi wtedy mały myk, a żeby ten myk zrozumieć, warto zapoznać się z fragmentem książki mojego ulubionego autora - T. Pratchetta.

 

W Pratchettowskim świecie Dysku Śmierć jest jednym z bohaterów. Jest wysokim szkieletem z kosą, objawiającym się osobom, które właśnie dokonały żywota. Nie zabija ich (bo one są już fizycznie nieżywe), ale sprawia, że umierają (czyli stają się martwe) – swoją wielką kosą przecina więzy ze światem żywych.

 

Śmierć nie jest widzialny dla zwykłych ludzi. Widzą go magowie, czarownice, niektóre osoby z zacięciem okultystycznym i inne antropomorficzne personifikacje (np. Wróżka Zębuszka). Pratchett z przyrodzoną sobie błyskotliwością dowodzi, że ludzie (na Dysku, hehe), po prostu nie widzą tego o czym wiedzą, że nie istnieje…Ich umysły dokonują kasacji niektórych elementów rzeczywistości, są one niepostrzegane. W ostateczności umysły ludzi (na Dysku oczywiście), korygują na bieżąco to co widzą lub wstecznie korygują pamięć. Jak to może wyglądać? Na przykład tak (scena werbowania przez Śmierć czeladnika):

 

ZAPROPONOWAŁEM CHŁOPCU POSADĘ, rzekł Śmierć. WIERZĘ, ŻE ZYSKA TO PAŃSKĄ APROBATĘ.

- Nie dosłyszałem, czym się zajmujecie. - Lezek zwracał się do szkieletu w czarnym płaszczu, nie okazując nawet śladu zdziwienia.

PRZEPROWADZAM DUSZE DO TAMTEGO ŚWIATA, wyjaśnił Śmierć.

- A tak. Rzeczywiście, powinienem się domyślić po ubraniu. Pożyteczna praca, stabilny rynek. Solidna firma?

OWSZEM, DZIAŁA JUŻ OD DOŚĆ DAWNA.

- Dobrze, bardzo dobrze. Nie sądziłem, wiecie, że Mort trafi do takiego fachu, ale to uczciwa praca, uczciwa i zawsze potrzebna. Jak się nazywacie?

ŚMIERĆ.

- Tato... - zaczął Mort.

- Nie słyszałem o takiej firmie - przyznał Lezek. - Gdzie ma siedzibę?

OD NAJWIĘKSZYCH GŁĘBIN MORZA PO ZAWROTNE WYSOKOŚCI, GDZIE NAWET ORŁOM NIE WOLNO SIĘ ZAPUSZCZAĆ.

- To mi wystarczy. - Lezek skinął głową. - No cóż...

- Tato! - Mort szarpnął ojca za rękaw.

Śmierć położył mu dłoń na ramieniu.

TO, CO WIDZI I SŁYSZY TWÓJ OJCIEC, NIE JEST TYM SAMYM, CO WIDZISZ I SŁYSZYSZ TY, rzekł. NIE STRASZ GO. CZY SĄDZISZ, ŻE CHCIAŁBY MNIE ZOBACZYĆ? TO ZNACZY W MOJEJ WŁASNEJ POSTACI?

- Przecież jest pan Śmiercią - zawołał Mort. - Zabija pan ludzi!

JA? ZABIJAM? Śmierć był wyraźnie urażony. NA PEWNO NIE. LUDZIE BYWAJĄ ZABIJANI, ALE TO ICH PRYWATNA SPRAWA. JA WKRACZAM DOPIERO POTEM. PRZYZNASZ, ŻE ŚWIAT BYŁBY ZUPEŁNIE IDIOTYCZNY, GDYBY LUDZIE BYLI ZABIJANI I NIE UMIERALI. PRAWDA?

- Niby tak... - przyznał z powątpiewaniem Mort.

Nigdy w życiu nie poznał słowa „zaintrygowany”. Nie należało do słownika regularnie używanego w jego rodzinie. Ale jakaś iskra w głębi duszy mówiła mu, że dzieje się coś niezwykłego, fascynującego i nie do końca strasznego, a jeśli nie wykorzysta tej okazji, przez resztę życia bę¬dzie tego żałował. Przypomniał też sobie poniżenia, jakich doznał dzi¬siejszego dnia, a także długą drogę do domu...

- Ehm - zaczął. - Nie muszę umierać, żeby dostać tę pracę, prawda?

BYCIE MARTWYM NIE JEST OBOWIĄZKOWE.

- A... A kości?

NIE, JEŚLI NIE MASZ OCHOTY

Mort odetchnął. Tego by się trochę obawiał.

- Jeśli tato się zgodzi - rzekł.

Spojrzeli na Lezeka, który skrobał się po brodzie.

- Co o tym sądzisz, Mort? - zapytał z ożywieniem człowieka pełnego nadziei. - Nie każdemu taki zawód by się spodobał. Nie o tym myślałem, muszę przyznać. Ale powiadają, że organizacja pogrzebów to zaszczytna profesja. Wybór należy do ciebie.

- Pogrzebów? - zdziwił się Mort.

Śmierć kiwnął głową i konspiracyjnym gestem uniósł palec do warg.

- To ciekawe - oświadczył Mort. - Myślę, że chętnie spróbuję.

- Mówiliście, że gdzie się mieści wasza firma? - spytał Lezek. -Daleko?

NIE DALEJ NIŻ O GRUBOŚĆ CIENIA, odparł Śmierć. GDZIE POJAWIŁA SIĘ PIERWSZA PIERWOTNA KOMÓRKA, TAM I JA SIĘ POJAWIŁEM. KIEDY OSTATNIE ŻYCIE CZOŁGAĆ SIĘ BĘDZIE POD STYGNĄCYMI GWIAZDAMI, TAM I JA BĘDĘ.

- No tak - zgodził się Lezek. - Musicie sporo podróżować.

Sprawiał wrażenie oszołomionego, jakby usiłował coś sobie przypomnieć, ale właśnie zrezygnował.

 

 

 

Wiecie? Często czuję się jak taka antropomorficzna personifikacja z wielką kosą.

 

Na przykład wtedy, kiedy mówię:

 

NIENAWIDZĘ SPRZĄTAĆ, MAM ŚCISŁY, OSTRY UMYSŁ, UWIELBIAM PRACĘ ZAWODOWĄ (NAJCHĘTNIEJ KONCEPCYJNĄ), DALEKO MI DO ŁAGODNOŚCI, PASJONUJE MNIE GRAFIKA KOMPUTEROWA I CZYTAM PRASĘ SPOŁECZNĄ

 

I obserwuję ludzi reagujących tak jak Lezek.

 

:):):)


czwartek, 24 marca 2011

- Mamo, mieliśmy dziś na polskim rozmowę o odmienności. Czytaliśmy taką historyjkę, "Warkoczyk" o Tacie, który miał długie włosy, kolczyk, gotował i mył naczynia i koledzy jego syna się z niego śmiali! I on ściął ten warkoczyk.

- I co, dobrze im z tym było, że ściął? - (zaczynam się wkręcać).

- Nie, chyba nie bardzo. A potem pani nas pytała, czy kiedyś coś nam się podobnego zdarzyło. I ja powiedziałam, że ty chodzisz do pracy w marynarce i krawacie.

- I co?

- Nic, kolega się zaśmiał i zaczął komentarze.

- I?

- Jak to usłyszałam, to powiedziałam teatralnym szeptem: "zamknij się, ty wieczko od słoika*, co ty wiesz o feminizmie".

 

 

 

 

--------

* Dziecko lubi wyrażać się dystyngowanie. Na piśmie.

 

niedziela, 13 marca 2011

Uprzejmie zawiadamiam prokociarską część czytających bałagan, że od miesiąca prowadzę z córką mą NASZEGO WŁASNEGO KOCIOBLOGA:)

Zapraszam na

www.jau.blox.pl

 

jau.blox.pl

 

czwartek, 10 marca 2011

Święta wszelakie - uwielbiam je. A właściwie uwielbiam o nich pisać, najchętniej wywracając je do góry nogami. Nazbierało się tego trochę, o, na przykład:  Dzień Babci i Dziadka, Dzień Matki Dzień Edukacji Narodowej Boże Narodzenie 16 Ważnych Dni

W tym roku blogowo przemknęłam przez Dzień Kobiet, choć zasadniczo miałam podobnie jak w roku ubiegłym. A. D. 2011 największy prezent zrobili nam jednak nie mężczyźni, ani nie my same sobie, tylko kalendarz - łącząc mniej więcej Dzień Kobiet z ostatkami. Ta kumulacja, jeśli była obchodzona wystarczająco hucznie, mogła stanowić naprawdę nową jakość:)    

I mogła skutkować mentalnym przebudzeniem się naji-blogerki dopiero pod koniec tygodnia:) Akurat w Dzień Mężczyzn!

Postanawiam przyłączyć się do Ingi Iwasiów, która na facebooku zadeklarowała 10.03 Dniem Mężczyzn Niepatriarchalnych.


A zatem:

Drodzy Mężczyźni Niepatriarchalni!

w tym:

Ojcowie karmiący:)

Mężowie i Niemężowie zmywający (wstaw dowolną inną czynność z niemachowego inwentarza) :)

Miłośnicy mądrych i silnych kobiet:)

Otwarte męskie umysły:)

I gorące męskie serca:)

Apologeci dialogu:)

Doktorze Hałsie (jako rzecze najnowsza Zadra:)

Zwolennicy równości:)

Wszyscy wybrankowie, którym oświadczyła się kantallupa:)

...

...

...

...*

 

Niniejszym składam Wam wszystkim serdeczne i gorące życzenia:)


---------------------------

* tu jest miejsce na Wasze definicje Mężczyzn Niepatriarchalnych, proszę o jakieś propozycje

piątek, 25 lutego 2011

Ostatnio pisałam co nieco o tym jak bardzo bliscy życia i codziennych problemów rodzicielskich są niektórzy senatorowie.

Dla tych co nie czytali - przypominam fragmencik wypowiedzi szczególnie błyskotliwego męża stanu na temat żłobków:

Podjęcie decyzji o przyjęciu dziecka do żłobka lub klubu dziecięcego poprzedza się udzieleniem rodzicom pełnej informacji o potwierdzonych przez ekspertów skutkach takiej decyzji.

 

Śpieszę poinformować, że eksperci już przygotowali takowe informacje, wystarczy je odnaleźć. Żeby długo nie szukać a mieć pewność wiarygodności źródła, można sięgnąć do oficjalnych wydawnictw Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Oto wyciąg z "Zeszytów informacyjno-metodycznych doradcy zawodowego" (wydawnictwo ministerialne przeznaczone dla pracowników publicznych służb zatrudnienia, czyli osób zajmujących się zawodowo aktywizacją zawodową).

Badania dotyczące wpływu pracy zawodowej matek na ich dzieci (niemowlęta, w wieku przedszkolnym i szkolnym) pozwalają na wyciągnięcie kilku wniosków, co do zasadności których możemy być dość pewni:

1. Kiedy dziecko objęte jest wysokiej jakości opieką instytucjonalną, konsekwencje intelektualne tego stanu rzeczy nie są ani szkodliwe, ani pozytywne, z wyjątkiem dzieci pochodzących ze środowisk podwyższonego ryzyka. U tych dzieci pobyt w dziennych ośrodkach opieki wydaje się faktycznie wpływać na utrzymanie lub podwyższenie
ilorazu inteligencji.

2. Praca zawodowa matki per se nie wydaje się wpływać na zmianę więzi emocjonalnych pomiędzy matką a dzieckiem.

3. Satysfakcja zawodowa matki okazuje się mieć pozytywny wpływ na rozwój dzieci w wieku przedszkolnym.

4. Jak do tej pory nie ma przekonywujących i potwierdzonych dowodów szkodliwego wpływu pracy zawodowej matek na dzieci w wieku przedszkolnym. Jedyne co można z całą pewnością powiedzieć to, że praca zawodowa matki nie krzywdzi dziecka.

5. Praca zawodowa matki ma prawdopodobnie pozytywny wpływ na rozwój kariery i zaangażowanie zawodowe jej córki. Praca matki zestawiona z takimi czynnikami jak poziom wykształcenia i status zawodowy matki, ideologia związana z podziałem ról według płci, czy zachęta ze strony obu rodziców, ma istotny wpływ na zmniejszenie kategoryzowania ról według płci przez córkę oraz prowadzi do bardziej asertywnego planowania kariery.

6. Dzieci w wieku dojrzewania, co potwierdza doświadczenie, nie wykazują żadnych udowodnionych przejawów stałych, negatywnych konsekwencji pracy zawodowej matki.

7. Reakcje dorastających dziewcząt na pracę zawodową matki mogą się
różnić od reakcji dorastających chłopców.

Rozumując logicznie, wysokiej jakości opieka w dziennym ośrodku dla dzieci wydaje się być lepszą alternatywą niż zmęczona, wiecznie zajęta, czy znudzona matka w domu. Faktycznie, badania wykazują, że matki pracujące poświęcają zasadniczo prawie tyle samo czasu na aktywną interakcję z ich dziećmi, jak matki, które przez cały dzień są w domu. Według niektórych badań dzieci matek pracujących coś zyskują, według innych tracą (badano np. osiągnięcia w szkole, rozwój osobowościowy, zajęcia rekreacyjne, absencje, itp.) tak więc średni wynik tych dociekań to brak znaczących różnic w tym zakresie (S.H. Cramer, Keitel & Rossberg, 1986).

"Zeszyty informacyjno-metodyczne doradcy zawodowego" zeszyt 30
Planowanie kariery zawodowej – część III, Ministerstwo Gospodarki i Pracy, Warszawa 2005

Hej, dziewczyny, nie dajmy wpuścić się w maliny, nie dajmy wsadzić się na miny! Żłobki są okej, klubiki są okej a korzystający z nich rodzice nie są jakimiś wyrodkami.

Bo w kontakcie z dzieckiem ważna jest jakość a nie tylko ilość poświęconego mu czasu!

 

-----

PS - warto jeszcze zajrzeć, jakie stanowisko w tej sprawie ma zaprzyjaźniona fundacja MaMa, jak zwykle jasno, klarownie i w sedno



Nie znoszę obcasów. A właściwie wysokich obcasów. Naprawdę nie znoszę. I nie noszę. Ostatni mój poryw, poparty wewnętrznym tłumaczeniem sobie, że skoro tłumy transwestytów dają sobie z tym radę i to lubią, to może ja mogę spróbować w jeden wieczór, też się nie udał. Wszelkie próby zmian powodują ten sam efekt - powrót do punktu wyjścia. Co jednak zrobić, są one, te obcasy takim czytelnym i takim rozpanoszonym symbolem kobiecości... I całkiem fajne rzeczy nazywane są ich imieniem... Hm... Co ja tu ściemniam...

 

Ok, czas się przyznać. Jesteśmy na brodzie Anji Rubik.

 

wo

To my - kantallupa, naja i zakolegowana frustratka jesteśmy "Wyrodnymi matkami blogującymi", które opisano w lutowych "Wysokich Obcasach Extra". Jeśli chcecie zobaczyć nas w naszych własnych uroczych postaciach i poczytać co mówimy o naszych blogach i tym co koło blogów, zakupcie powyższe czasopismo. U mnie w mieście już się nakład skończył. Pewnie zapytacie gdzie ja mieszkam... No właśnie, w tekście to wszystko jest. Aha, jeśli ktoś tu ma jakieś si, że kantallupa dzieci nie posiada i jedzie na gapę, to spieszę wyprowadzić go/ją z błędu: kantallupa nie od dziś jest moją chrzestną matką:)

 

A jak już jesteśmy przy tych obcasach...

 

Z przyjemnością informujemy sąsiadki - dolnoślązaczki, o projekcie szkoleniowym realizowanym przez JP Group Szkolenia i Doradztwo i Wyższą Szkoła Bankową  „Szkolenia na obcasach”. W ramach projektu zrealizowanych będzie 50 otwartych szkoleń kompetencyjnych na terenie Dolnego Śląska. Szkolenie jest w 80 % dofinansowane z środków unijnych (EFS).

Projekt skierowany jest do kobiet pracujących, zatrudnionych na umowę o pracę w mikro i małych przedsiębiorstwach oraz dla osób pracujących na własnej działalności gospodarczej.


Aktualny harmonogram szkoleń wygląda następująco:

Luty 2011

24/25 Lutego – Kobieta jako lider zespołu pracowniczego ( Miejsce – Wrocław, Hotel Orbita).

28/01 Lutego/Marca  – Wywieranie wpływu i obrona przed manipulacją ( Miejsce – Wrocław, Hotel Orbita).

Marzec 2011

3/4  Marca  - Wizerunek kobiety sukcesu ( Miejsce – Wrocław, Hotel Orbita).

7/8 Marca – Rekrutacja ( Miejsce – Wrocław, Hotel Orbita).

10/11 Marca – Prezentacje i wystąpienia publiczne ( Miejsce – Wrocław, Hotel Orbita).

14/15 Marca – Kobieta jako coach i trener ( Miejsce – Wrocław, Hotel Orbita).

17/18 Marca – Zarządzanie sobą w czasie ( Miejsce – Wrocław, Hotel Orbita).

Cena: 234,81 zł/brutto – za osobę / całkowita wartość szkolenia to 1174 zł/brutto

Cena zawiera:

- 16 godzin szkolenia, materiały szkoleniowe, certyfikaty potwierdzające udział w szkolenia wydane przez Wyższą Szkołę Bankową we Wrocławiu i JP Group Szkolenia i Doradztwo, nocleg w hotelu 3 gwiazdkowym w pokojach 2 osobowych z łazienkami, catering: 4 przerwy kawowe w czasie trwania szkolenia, 2 obiady, 1 kolacja oraz 1 śniadanie.

Szkolenia prowadzone są w małych grupach po 12 osób dla zapewnienia jak najwyżej jakości przekazywanej wiedzy i nabywanych kompetencji. Szkolenia prowadzone są w formie warsztatów interaktywnych kładących szczególny nacisk na aspekty praktyczne omawianych zagadnień, które można będzie wykorzystać w codziennej pracy. Warsztaty prowadzone są wyłącznie w salach zapewniających komfort pracy dla uczestników i trenera prowadzącego.

Trenerzy realizujący szkolenia to wyłącznie praktycy biznesu. Na co dzień prowadzący studia podyplomowe na Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu i Opolu.

Osoby zainteresowane szkoleniem mogą zgłaszać się mailowo:

natalia.rurak@jpgroup.com.pl agnieszka.taracińska@jpgroup.com.pl

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
SPIS TREŚCI BLOGA
kantallupa, naja i ich blog - bałagan
spiżarnia - półki pełne informacji
blogi - poezja i proza codzienności
blogi kobietologiczne
mądrale
inne wcielenia
kantallupa czyta
tu pisuje, tu bywa naja
autorki bloga - kontakt
zGGadaj się z nami!
Krewni i znajomi królika




Pokochaj świat, zacznij od siebie. Podaj dalej!

statystyka