ALE BAŁAGAN W TYCH DOMOWYCH PORZĄDKACH!!!!!!!!!!!!!!! Zamiatamy pojęciowe śmieci, odkurzamy zaśniedziałe poglądy a z fartucha robimy sztandar nowej udomowionej filozofii dla chłopców i dziewczynek.
sobota, 28 maja 2011

Puzzle to temat, który lubimy! Kantallupa pisze o nich tak:

Jej układanie, to właściwe brak metody, brak systemu. Robi to jakby poza rozumowo, ma instynkt. Ona w malutkich rozsypanych częściach potrafi dostrzec całość. Chaos przemienia w kosmos. Nieład zamienia w porządek, wystarczy, że weźmie do rąk kilka kawałków, zmiotkę i szufelkę, porozrzucane wszędzie ubrania. Z bałaganu i pomieszania wyłania się ułożona, gładka całość. Tak, jej pasją musiały stać się puzzle.

 

Ja, mimo że jestem bałaganiarą, puzzle lubię. A właściwie polubiłam dopiero, kiedy zrozumiałam, że w puzzlach wcale nie trzeba mieć metody. Z braku wolnych powierzchni w domu, wolę wersję wirtualną.

Jeśli teraz mówicie sobie "ja też-ja też-ja też!" to zapraszam Was do poukładania bałaganu, czyli ułożenia puzzli, które dla Was przygotowałam. Taka sobie szlafrokowo-kawowa rozrywka:)

www.ipuzzle.pl/u/51ad8

 




Mój ulubiony zestaw: kawa, szlafrok i laptop. Napisałabym coś... Tylko o czym? Po głowie chodzi myśli kilka (a mój wewnętrzny dygresor i agresor bezczelnie ze mnie rechocze, pamiętając, co Paul Arden sądzi o ludziach mających dużo pomysłów).

Kasjopea skomentowała niedawno bardzo stary wpis z początków bloga - "jestem bałaganiarą - intymny donos z bałaganiarskiej rzeczywistości", więc z typowym firefoksowym zezem zaglądam równocześnie na ten podarowany nam przez przyjaciółkę tekst i na facebooka (na kampanie równościowe, na wysokie obcasy, na znajomych znajomych).

Patrząc na strony fanowskie innych blogów, i różnych - przeróżnych akcji, zastanawiam się, czy robię coś nie tak?

Czy naprawdę powinnam poprzestawać na kierowaniu swoich górnolotnych słów do wiernej lecz niewielkiej grupki stałych czytających? Taki modus operandi w pełni zaspokaja moje potrzeby i jest realizacją mojego celu, ale może trzeba zrobić więcej? Choć trochę więcej? Choćby i internetowo (jeśli ktoś myśli, że jestem taką NGO'sową chojraczką, jak Sylwia Chutnik, to bardzo, bardzo się myli, ja jestem tylko prowincjonalną internetową misjonarką skupioną na dodawaniu treści na określony temat)...

Uśmiecham się, widząc kolejne posty "Born in PRL" i "kocham spać" na facebooku. Ogromnie lubię proste pomysły, może dlatego, że zawsze mi ich brakuje:) A te dwa są proste i genialne jak sam facebook - opierają się na najlepszej z możliwych zasad międzyludzkiej więzi - czyli na zasadzie zwanej w mojej rodzinie "ja też-ja też-ja też!". Był taki jeden koleżka, który poza tym jednym zdaniem mówił w zasadzie niewiele (co w jakimś stopniu było równoważone przez ogólny zapał, z jakim jateżował) i przeszedł do rodzinnej mitologii. A ja, choć coś tam podsłuchuję tu i tam o sołszal medja, o kuli śnieżnej czy o memach, trzymam się tej mitologii, bo bliższy szlafrok memu (mehehe) ciału.

No i sobie myślę, że skoro tak genialnym jest stworzenie czegoś do jateżowania, to może ja też-ja też-ja też! coś takiego stworzę. I będę miała setki lubiących. Nie, tysiące! I satysfakcję z solidnego zamieszania w świecie sensów.

Bo - przyznajmy - strona fanowska naszego bloga nie jest wystarczająco dobrym jateżem - wyraża, że ja też-ja też-ja też to czytam. A czy to znowuż wszystkim chce się czytać "alebalagan - blog o nieodpłatnej domowej pracy kobiet"?

Otóż nie.

Ale już jateżowa wspólnota bałaganiar, porządniś, złych lub dobrych żon, miłośniczek skarpetek na podłodze - to ma potencjał! Zaraz coś stworzę, założę lożę!

Oj.

Filologiczne skrzywienie - nie trzeba było na poczatku sprawdzać "stanu badań":

bałagan

 

Hmmm. I co mi w takim razie pozostaje?

1. Wybrać najlepszą opcję z istniejących już bałaganów:

porządek

 

i powiedzieć:

ja też-ja też-ja też!

 


 


piątek, 20 maja 2011

Sancia sancia jest podwójną wygraną na bałaganie! Nie dość, że wygrała bilety na Puzzle (cieszę się, że film się podobał), to wygrała również mini-konkursik facebookowy – kto będzie setną osobą lubiąca naszą stronę fanowską.

Ponieważ nagrodą był wpis dedykowany na zadany temat a temat został zadany jeszcze przed majówkami – spieszę wywiązać się z zadania.

Sancia sancia prosi o wpis na temat: „co warto czytać"

 

A ja... No cóż.

Jestem filolożką polską, nauczycielką języka polskiego, dziennikarką, doradczynią, prawie doktorką rzeczonej filologii (ściągam tu z takiego jednego znajomego pana, który uważał się za prawie magistra po roku studiów) oraz mamą.

Z każdego z wymienionych wyżej powodów WRĘCZ NIE ZNOSZĘ tworzenia kanonów, wszelkich spisów lektur, list rzeczy „do przeczytania" i list rzeczy, które „znać wypada".

Owszem, planowałam kiedyś stworzenie na alebalaganie jakiejś małej wirtualnej czytelni, ale na pewno nie na tej zasadzie. Ponieważ sancia sancia zostawiła mi dowolność interpretacji tematu, więc dowolnie odpowiem.

 

Warto czytać...

... między wierszami, słowa napisane atramentem sympatycznym, dobrze zawsze nosić przy sobie zapalniczkę, szybko ogrzać kartkę i ujawnić wszystkim co też tam jest nabazgrolone

... SMS-y i maile od przyjaciółek i przyjaciół – oczywiste? - a właśnie że nie, niektórzy/re lubią tylko bezpośredni lub głosowy kontakt a moim zdaniem pisanie do siebie daje dodatkowe bardzo ciekawe możliwości i ja je wręcz uwielbiam

...  wszystko co małym drukiem piszą nam w umowach - od lat mam nieodparte wrażenie, że jako kobieta jestem jakoś specjalnie narażona na wciskanie mi kitu

... fora internetowe i blogi, zwłaszcza gromadzące się wokół jakiejś odjechanej idei, tematu, bo to wyrabia pojęcie o różnorodności świata i ludzi a zarazem, paradoksalnie o tym, jak bardzo jako ludzi jesteśmy wszyscy do siebie podobni

... mimikę - nie tylko ludzi, z którymi spotykamy się bezpośrednio, także (zwłaszcza!) ludzi, widywanych w TeFał, w szczególności zajmujących się polityką, państwem, społeczeństwem

... przepisy prawne dotyczące naszych spraw, bo w dziewięciu przypadkach na dziesięć, jeśli sami tego nie zrobimy, wszystko co uczynimy, będzie obrócone na korzyść innych a nie nas

... swoje stare listy, maile, smsy, pamiętniki, teksty, odnaleźć w sobie ciągłość

... ogłoszenia drobne, bo wtedy możemy poczuć się kosmicznym pyłem, prawie tak, jak spoglądając w niebo pełne gwiazd

... instrukcje obsługi różnych urządzeń, żeby choć na chwilę mieć wrażenie, że na świecie panuje porządek

... reklamy, żeby choć przez chwilę mieć wrażenie, że na świecie istnieją proste rozwiązania

... życzenia okolicznościowe i miłe komentarze do zdjęć na nk, żeby choć przez chwilę mieć wrażenie, że świat jest pełen ludzkiej życzliwości

... posty ludzi i instytucji na facebooku, żeby codziennie dziwić się, jaki ten świat jest pełen różnych zdarzeń i wrażeń

... zaproszenia na różne szkolenia, żeby sobie wyobrażać jak tam będzie i zrzynać z nich pomysły na wyzwania stawiane sobie do samoedukacji

... kiepskie artykuły przeciwników światopoglądowych, żeby napędzać sobie w głowie argumentację

... dobre artykuły przeciwników światopoglądowych, żeby nie popadać w samozachwyt i stymulować się do rewizji poglądów

... składy jogurtów, żeby chcąc jeść nabiał, jeść nabiał a nie świńską pochodną

... Pratchetta, Pratchetta, Pratchetta, Pratchetta i Ursulę K. Le Guin – żeby mieć jakąś podręczną, poręczną i piękną mitologię

... pamiętniki pisarzy, żeby poczuć się świetnym materiałem na pisarza/pisarzycę

... recenzje różnych książek, żeby wiedzieć, ilu rzeczy wcale nie musimy czytać

... całe menu we wszelkich knajpach, żeby zjeść jedno, ale czuć się, jakby się zjadło wszystko

... ulotki dołączane do leków, żeby wiedzieć o co zapytać lekarza lub farmaceutę

... sieciowe poradniki hobbystów, żeby poznać wartość swojego świeżego i nieskażonego pseudoprofesjonalizmem spojrzenia

... karty SD za pomocą własnego laptopa - laptopa bez wbudowanego czytnika nie chcę znać

... teksty wszystkich ludzi, którzy potrafią dobrze pisać, niezależnie od tego kim są, co i o czym piszą

... alebalagan i singielki, oczywiście

 

środa, 18 maja 2011

Agnieszka Graff zastanawia się nad tym, czy zarobki mają płeć. Antybohaterką jej tekstu jest liczba 621 - kto chce, niech sprawdzi co ona wyraża i jakie są "hipotezy jej genezy".

 

Podoba mi się zwłaszcza ten kawałek:

 

Mogłabym tu rozpisać się o obyczajach i nawykach, ale mam pod ręką dwie liczby, które pokazują, jak wygląda dewaluacja pracy domowej kobiet i traktowanie z nabożeństwem pracy domowej mężczyzn. Przebicie jest pięciokrotne. Znaleziony w internecie "mąż do wynajęcia" (drobne naprawy, zatkany zlew, przesunięcie szafy) weźmie od was 49 zł za godzinę. Przycupnięta na tej samej stronie internetowej "żona na godziny" ("zajmuje się wszystkim, co sprawi, że wasze domy zamienią się w oazę ciepła i spokoju") co prawda cen nie podaje, ale skądinąd wiemy, ile się płaci "pani do sprzątania" lub opiekunce - warszawska stawka godzinowa to 10 do 15 zł.

Przy takim przeliczniku przestaje mnie dziwić różnica w płacowych marzeniach. Zaczynam też rozumieć, dlaczego w statystycznym polskim domu "podział obowiązków" polega na tym, że kobieta bez szemrania wykonuje ich 80 proc.

 

Co do reszty tekstu i problemu... Skojarzenie mam jedno i jest ono silniejsze ode mnie:

 

 

 

 

Swoją drogą skojarzenie nie jest do końca gorzkie. Będąc pięcioletnią, zakochaną na zabój fanką Limahla, wybrałam sobie w sumie niezły hymn, którego fragment dedykuję wszystkim dziewczynom i kobietom, wkurzonym na 621 i inne takie niekończące się cuda:

 

 

Reach the stars, fly a fantasy.
Dream a dream, and what you see will be.
Lives that keep their secrets will unfold behind the clouds
There upon the rainbow is the answer to a never ending story. 

 

niedziela, 15 maja 2011

       Wysokie Obcasy zapraszają na kolejny klub. Tym razem do Sopotu. Temat po raz drugi mi bliski. O wcześniejszym, czyli spotkaniu na temat singli, moja współblogerka moovka pisałam tu  http://singielki.blox.pl/2011/03/kim-sa-single.html. Polecam!

 

 

Debata będzie dotyczyła zmiany ról we współczesnej rodzinie. Z opisu wynika, że spotkanie będzie głównie poświęcone ojcom, „którzy coraz więcej zajmują się dziećmi, i mamach pracujących od rana do wieczora. Czy rzeczywiście udaje im się łączyć obowiązki zawodowe i domowe? Jak sami się z tym czują? Czy kobiety chcą takich mężczyzn?”

 

Zagadnienia jak najbardziej z naszej branży, ich poruszanie na forum powinno cieszyć, a budzi mój sprzeciw. Czemu już w notce informującej o spotkaniu podsuwa się stereotypy, że kobiety teraz pracują od rana do nocy (z tyłu głowy od razu kołacze wątpliwość: czy to aby naturalne?), a na mężczyzn spada większość prac domowych i że może my takich mężczyzn wcale nie chcemy. I czemu dopiero teraz, kiedy doświadczeniem ojców stało się miotanie między pracą a domem, zaczęło się o tym szeroko mówić. Kobiety od wieków musiały sobie radzić na dwóch etatach, więc dlatego pewnie wydaje nam się to oczywiste i nie warte drobiazgowego omawiania. I nikomu nie przyszło ani nawet nie przyjdzie do głowy zapytać, jak ONE się z tym czuły/czują (sic!).

 

Mnie marzyłoby się spotkanie, gdzie doceniono by dotychczasowe wysiłki kobiet, zapytano, jak sobie dawały i dają radę oraz rozmawiano o rzeczywistej polskiej rodzinie, czyli takiej, w której matka nie siedzi w pracy po 12 godzin, tylko tyle samo, co ojciec. Obydwoje wracają do domu w podobnych porach i wspólnymi siłami próbują jakoś ogarniać dzieci, sprzątanie, gotowanie, kursy doszkalające, etc.

 

środa, 04 maja 2011

Błyskawiczna akcja bałaganowa:)

 

Dla osób czytających bałagan mamy podwójne zaproszenia na film "Puzzle", który zachwycił kantallupę -

 

UWAGA: projekcja JUTRO 05.05.2011 r. 

tylko w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku, Łodzi, Katowicach.

 

 

Biletami nagrodzimy osoby, które najfajniej dokończą zdanie:

 

Lubię układać ...

 

Dokończenia można wpisywać w komentarzu do tego wpisu lub w komentarzu do konkursowego wpisu na facebooku lub w poście na blipie z tagiem #konkurspuzzle do dziś, do godz. 20.00.

 

 

niedziela, 01 maja 2011

Od 6 maja w kinach rewelacyjny film Natalii Smirnoff pt. "Puzzle". O tym obrazie pisałam prawie rok temu, kiedy to zauroczył mnie podczas festiwalu Era Nowe Horyzonty. Napisaną wówczas notkę o filmie odświeżam i zamieszczam na blogu jeszcze raz. Zdecydowanie warto, bo wreszcie ktoś zrobił film na temat życia gospodyń domowych. Bardzo dobry film.


„Puzzle” w reżyserii Natalii Smirnoff to prosta historia o zwyczajnych ludziach, bardzo nie „nowo horyzontowy obraz” (kto bywa na filmach konkursowych, ten wie). Ja właśnie takie historie lubię najbardziej.


Pierwsza scena filmu doskonale wprowadza w jego klimat i pokazuje standardowy podział ról w przeciętnej średnio zamożnej rodzinie. Widzimy kobietę w średnim wieku, która krząta się pomiędzy pokojem, gdzie odbywa się przyjęcie, a kuchnią. Donosi, podnosi, przyrządza, układa, w między czasie sprząta. Ozdabia tort, zapala świeczki, wnosi go do pokoju pełnego ludzi i okazuje się, że to jej urodziny, przyjęcie na jej cześć, dla niej samej ten tort…


Jej męża w pierwszej chwili nie da się polubić. Jego obecność w kuchni ogranicza się do siedzenia za stołem i troski, o to, co będzie jadł, a czego nie. Widząc pusty talerz, pyta: „Nie ma już salami?” Pod nos dostaje pomarańczę, a narzeka, że akurat tego gatunku nie lubi.


Jednak to tylko z pozoru typ mężczyzny macho. Dba, by romans, między małżonkami z długim już stażem, trwał. Wreszcie ktoś pokazuje w kinie seks 50-latków, ich czułości, pieszczoty. Po kłótni on zostawia jej kwiaty na poduszce. W domu zachowuje się zgodnie ze swoją rolą - głowy rodziny, mężczyzny zarabiającego. Być może nie pokazano mu innych wzorców, alternatywnych zachowań, on perfekcyjnie wypełnia swoją rolę. Nie jest domowym tyranem, choć w głowie mu się nie mieści, że jego żona może chcieć jechać na turniej układania puzzli. Wybór syna, który zamiast kupić sobie mieszkanie, chce pojechać na pół roku do Indii, rozumie bardzo dobrze, popiera go i wspiera w tym pomyśle. Ale żona???!! Żona jest żoną, jest żoną, jest żoną…;-)


Żoną, która po latach spędzonych na pracy domowej, odnajduje swoją pasję. Też nie jest jej łatwo. Nie przyznaje się do tego, że wychodzi na sesje treningowe. Nie wspomina nic, że nagrodą za krajowy turniej jest wyjazd na międzynarodowe rozgrywki do Niemiec. Ona też boi się wyjść poza swoją rolę. Świetnie widać to w czasie turnieju, kiedy okazuje się, że jako jedyna ma inny system układania. Nie zaczyna od krawędzi, nie dzieli na kolory. Przez chwilę panikuje i obwinia swojego partnera, że jej nie nauczył tej standardowej procedury.


Jej układanie, to właściwe brak metody, brak systemu. Robi to jakby poza rozumowo, ma instynkt. Ona w malutkich rozsypanych częściach potrafi dostrzec całość. Chaos przemienia w kosmos. Nieład zamienia w porządek, wystarczy, że weźmie do rąk kilka kawałków, zmiotkę i szufelkę, porozrzucane wszędzie ubrania. Z bałaganu i pomieszania wyłania się ułożona, gładka całość. Tak, jej pasją musiały stać się puzzle.

 

Ona ma pasję, a tymczasem rodzina zaczyna się zmieniać. Syn pod wpływem dziewczyny zaczyna uczyć się gotować wegetariańskie jedzenie. Mąż chodzi na zajęcia z tai chi i przekonuje ją, że można pobierać energię od drzewa. Ona sama mówi wreszcie do męża: „Te pomarańcze, które lubisz, kupiłam obok twojej pracy. Od dziś ty możesz zacząć je kupować.”

piątek, 29 kwietnia 2011

Trąbią o pracy domowej kobiet. Przez wuwuzelę.

Na femce - nowym piśmie feministycznym bardzo mądry artykuł o urlopach tacierzyńskich.

Fragment na zachętę:

Po urodzeniu dziecka około połowa kobiet na dłuższy okres rezygnuje z pracy. Często po trzech, czterech latach kobiety nie mają dokąd wrócić i długo poszukują zatrudnienia.  Zdarza się, że powrót do pracy okupiony jest niższą pozycją zawodową i gorszą płacą. Kolejne dziecko to coraz większe ryzyko utraty szans zawo­dowych. Niektóre kobiety przesuwają tę trudną decyzję na później, do momentu osiągnięcia takiej stabilizacji zawodowej, której urodzenie dziecka nie będzie mogło zaszkodzić.



Polecam także polecany na końcu artykułu tekst Izy Desperak. Oprócz treści artykułu powaliła mnie też ilustracja, nie odżałowałabym, gdyby takie cudo nie pojawiło się na blogu. Autor(ka), autor(ka)! Na femce to zdjęcie nazywa się "niania" u mnie nazywa się "superman" :)

 

superman

 

Co poza tym? Poza tym naprawdę OGROMNE ROZCZAROWANIE związane z ustawą żłobkową - zepchnięcie odpowiedzialności i finansowania nowych pomysłów na gminy to idiotyzm i pozoranctwo. Pomysły gmin, które w tej sytuacji wdrażają nowe pomysły na opiekę kosztem finansowania pomysłów istniejących i kosztem "najbogatszych rodziców - Kulczyków" zalatują ciężką żeną. A także kompletnym brakiem zrozumienia sensu polityki prorodzinnej i brakiem jakiejkolwiek chęci rozwiązania problemów z aktywizacją zawodową kobiet. Kiks, kiks okrutny, kiszka z wodą, jak mówił Marcin Bigoszewski. (w tym przypadku pasztetowa, źródło: ww.slim-line.pl)

kiszka z wodą

 

 

Ech, normalnie nie nadążam linkować:) Jak dla mnie to pozytywny objaw, pamiętam jak naprawdę się niewiele o temacie pisało a ta kampania  edukowała dziennikarzy, żeby w ogóle zaczęli dostrzegać problem i o nim mówić. "Branża feministyczna" też skupiała się na innych problemach.

Ale to już było i nie wróci więcej, bo tekstów przybyło i roboty dziś mam pełne ręce? Fajnie byłoby tak powiedzieć...

 

---

PS - A wiecie, że koleżanka frustratka  się wylinkowała? Aczkolwiek pogłoski, że leżi i kwiczi przez własną frustrację stoczona, przesadzone są:)

 

===========

czytaj również:

raport o stanie macierzyństwa w Polsce

zanim wybierzesz karierę przy garach

źli rodzice oddają dzieci do żłobka

feminizm na kuchennej ścieżce

 

wtorek, 26 kwietnia 2011

Postscriptum do nieśmiertelnej dyskusji o dekarzu i przedszkolance - dwa branżowe artykuły o sytuacji kobiet na rynku pracy odgrzane z gazety. Lektura obowiązkowa, tym bardziej, że bazują one na solidnym i seriożnie brzmiącym raporcie "Zatrudnienie w Polsce w cyklu życia" przygotowany przez Instytut Badań Strukturalnych pod kierunkiem dra Macieja Buczyńskiego.

Szkoda, że do raportu się nie dokopałam, bo bym się chętnie nim uraczyła.

Wracając do artykułów, oba napisała Katarzyna Pawłowska-Salińska, pierwszy z nich tytułując smacznie "Mama tacie nierówna", a drugi okolicznościowo (8.03.11)  "Polka kobieta pracująca".

Jak to się dzieje, że w naszym parku na 30 wózków pchanych przez kobiety przypada jeden pchany przez mężczyznę? - pyta w pierwszym tekście autorka.

Rząd i politycy nie mają wyboru - muszą jak najszybciej związać kobiety z rynkiem pracy. Nie ma już na co czekać.- grzmi w drugim tekście dr Maciej Bukowski.

Obydwa artykuły opisują coś, co najrozsądniej chyba nazwać różnicą hierarchii wartości Polaków i Polek i konsekwencjami tej różnicy.

 

Autorzy raportu proponują:


* dobre i pracujące w elastycznych godzinach instytucje opieki nad dziećmi - to może przynajmniej częściowo zapewni nam właśnie wchodząca w życie ustawa żłobkowa,

* praca w niepełnym wymiarze,

* zmiana w systemie urlopów wychowawczych: powinny być krótsze i płatne proporcjonalnie do zarobków sprzed urodzenia dziecka. Część tego urlopu powinna być zarezerwowana tylko dla ojców,

* lepsza polityka zapobiegająca dyskryminacji, jeśli chodzi o płace i o dostęp jednej płci do kształcenia, zatrudnienia, awans,

* kampanie społeczne promujące równy podział obowiązków opiekuńczych między dwoje rodziców.

 

I bardzo fajne jest to, że od naukowej strony dochodzi się do tego samego, do czego doszły mamy od strony praktycznej i społecznikowskiej:

Rekomendacje Fundacji MaMa złożone w Sejmie w styczniu ubiegłego roku część pierwsza, część druga, część trzecia.

 

----

Czytaj także:

idealne partnerstwo w Polsce

młodzi konserwatyści

 

niedziela, 17 kwietnia 2011

To matki wychowują Polki w poczuciu niższości. Jest to także odpowiedź na pytanie, dlaczego Polacy nie komplementują żon. Ano dlatego, że Polki nie wiedzą, jak reagować na komplement.

Paskudny paszkwil na temat polskich kobiet wystosował w Gazecie Katowice niejaki Peadar de Burca - ichni felietonista.
Paszkwil traktuje o Matkach Polkach, o ich niskiej samoocenie, o podporządkowaniu się mężczyznom, o podłamywaniu poczucia własnej wartości córek, synowych i koleżanek Matek Polek.
Czyli jest na temat.

Ja też uważam, że wiele kobiet w Polsce ma zbyt niską samoocenę, nie potrafi wyznaczyć własnych granic i celów i że taka postawa faktycznie jest reprodukowana z pokolenia na pokolenie i poziomo z kobiety na kobietę. Ale nie uważam, że z tego powodu powinnam nasikać na głowy polskich kobiet.

Po przeczytaniu tekstu zatkało mnie z oburzenia.

Po pierwsze Peadar de Buc jest ograniczonym i agresywnym zadufkiem, ale nie wiem czy się da z tym dyskutować... Jeśli ktoś słabo pisze to i słabo myśli. Taki człowiek uznaje płytkość za błyskotliwość, mizoginię za kontrowersję, a brak klasy i stylu za klasę i styl.

Po drugie - i ważniejsze -  KTO i PO CO tego buca puszcza w Gazecie Katowice a potem na stronie głównej gazety?
JAKI CEL ma ten tekst w ogóle? Czy da się coś zmienić, obrażając grupę adresatów/ek?
JAKI CEL ma ten tekst tu i teraz?

Czy brandzlowanie się takim chłamem i nabijanie sobie kliknięć takim chłamem to misja gazety, czy jak?

Jestem oburzona i zszokowana, chciałabym poznać zdanie redakcji w tej sprawie.


(dzięki, Sarah, za link)

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
SPIS TREŚCI BLOGA
kantallupa, naja i ich blog - bałagan
spiżarnia - półki pełne informacji
blogi - poezja i proza codzienności
blogi kobietologiczne
mądrale
inne wcielenia
kantallupa czyta
tu pisuje, tu bywa naja
autorki bloga - kontakt
zGGadaj się z nami!
Krewni i znajomi królika




Pokochaj świat, zacznij od siebie. Podaj dalej!

statystyka