ALE BAŁAGAN W TYCH DOMOWYCH PORZĄDKACH!!!!!!!!!!!!!!! Zamiatamy pojęciowe śmieci, odkurzamy zaśniedziałe poglądy a z fartucha robimy sztandar nowej udomowionej filozofii dla chłopców i dziewczynek.


statystyka



czwartek, 19 listopada 2009
10 lat "Zadry" i coś bardzo ważnego

Kultowe feministyczne pismo obchodzi jubileusz:)

"Zadra" kojarzy mi się przede wszystkim ze słodkim czasem studiów. Powstało w roku, w którym postąpiłam w progi wrocławskiej alma macicy, ale o nim wtedy - oczywiście - nie słyszałam. Na drugim roku jedna z moich przyjaciółek z grupy niespodziewanie się wyemancypowała, zainteresowała polityką, kwestiami społecznymi, kobiecymi. Opowiadała nam co to gender, zabierała na spotkania genderkoła z anglistyki, pokazywała czasopismo, "Zadrę" właśnie.
Była to moja współblogini - kantallupa.

A ja miałam straszne opory przeciwko przyjmowaniu jakiejś jasnej i zdecydowanej optyki, nie uważałam się za feministkę, po prostu tak jak moja mama zawsze miałam własne zdanie i nie wiedziałam jeszcze, że może być z tym jakiś życiowy problem. Kantallupa drążyła temat na własną rękę, oświecając przy okazji nas - konsolidującą się, silną grupę piątą. W międzyczasie zainicjowała założenie naszego koła naukowego, nazywało się Fabula i jego główną ideą była interdyscyplinarność - jak największe otwarcie polonistyki. Moja magisterka zaczęła się rysować jako studium kobiecej codzienności, byłam wtedy zafascynowana Mamą Muminka i postaciami gospodyń w literaturze, nie wiedziałam z której strony to ugryźć. Jedna z członkiń mentalnej rodziny - Dorotka - podrzuciła mi tytuł "Szczeliny istnienia", promotorka doradziła zapoznanie się z tekstami społecznymi polskich feministek...

Potem pożyczałyśmy sobie "Zadrę":)

Aż w końcu, drżąc z obaw wysłałam "Zadrze" swój tekst - "Obierać, czy nie obierać". Cóż to był za odlot po mejlu (tak, tak, kanta pokazała mi jak założyć skrzynkę i gdzie jest kafejka), z którego dowiedziałam się, że został on przyjęty! Niewielkie honorarium autorskie było w praktyce pierwszą sumą jaką zarobiłam tytułem jakiejś umowy z moim nazwiskiem i NIPem. Mój antyfeministyczny Tato wykupił wszystkie "Zadry" z wrocławskiego EMPIKu! Moja Mama do dziś ma ten numer na półce. Mój Mąż cieszył się wraz ze mną i doradzał dalsze wysyłanie tekstów...

Podpisałam się:
Matka-żona-filolożka z życiowym powołaniem do analizy pracy domowej i brakiem „wrodzonych predyspozycji” do jej wykonywania

Zakładając ten blog rozwinęłam tę autocharakterystykę.

Zaś kanta podpisała się:
"przyjaciółka kilku wspaniałych kobiet"


Zaczynając ten wpis nie wiedziałam, że doprowadzi mnie on do tematu zaniedbanego przez nas obie w parytetowym ferworze.

Nie tylko "Zadra" ma jubileusz. Bałagan też ma jubileusz, skończył niedawno 2 lata, podświadomie cały czas zastanawiałam się, jak ten fakt uczcić, co powiedzieć. I już wiem:

 

Dzięki Martuś, bez Ciebie nie byłoby tu nic:*









 

18:36, an.naja
Link Komentarze (6) »
środa, 18 listopada 2009
Profesjonalne zarządzanie domem

"Setka Dolnoślązaczek uczy się, jak profesjnalnie zarządzać domem. By za pieniądze robić to, co dotąd robiły za darmo"

Przeczytać można tu

Jak łatwo się domyslić, tylko kobiety zgłosiły się na kurs. Być może zawód ten będzie należał do tych mniej opłacanych. Bardzo podoba mi się tworzenie nowych miejsc pracy dla kobiet, które do tej pory były nieaktywne zawodowo. Temat ten wiąże się też z wyceną pracy domowej kobiet. Ciekawe, ile będą te panie zarabiać i jak zostaną wycenione poszczególne domowe czynności. Stawka pewnie będzie godzinowa, jej wysokość nie jest z góry regulowana. Myślę, że w dużej mierze będzie zależeć od przyszłych pracowadców.

Moje dwie ulubione wypowiedzi z artykułu:

"Idealna gospodyni musi teraz dużo umieć. Potrafię robić wyśmienite zrazy i pomidorówkę, ale w dzisiejszych czasach to nie wystarczy. Kiedyś jadło się, żeby być najedzonym i zadowolonym, a dziś przecież trzeba jeszcze dobrać dietę do grupy krwi, policzyć indeks glikemiczny. Oraz ekologicznie sprzątać albo eleganckie przyjęcie zrobić. Czasy się zmieniają, proszę pani."

"Bo wreszcie do mnie dotarło, że całe życie dawałam się wykorzystać pod przykrywką tzw. dobra rodzinnego. Dopóki pracowałam, nie było źle. Najpierw byłam ekspedientką punktu zleceń w miejskiej pralni, potem przeszłam na międzymiastową, zamawiało się u mnie rozmowy telefoniczne. Kiedy urodziła się trójka dzieci, mąż stwierdził, że dosyć tego, dzieci kluczy na szyi nosić nie będą. Tak mnie urządził, że 20 lat w domu przesiedziałam. Pobudka o szóstej, wyprawianie jednego dziecka, kolejnego, odbieranie z przedszkola, gotowanie, szorowanie... Gehenna na pełen etat i za darmo."

Ta sama pani o mężu: "Pieluchy nie tknął, okna nigdy nie umył. Uważał, że wszystko mu się należy: koszule wyprasowane, rolmopsiki nadziewane ogóreczkami i mieszkanie wypucowane. Nic w domu nie zrobił, bo przecież zarabiał, a ja zasuwałam w kołowrocie. Kobietom powinno się za to płacić."

09:27, kantallupa
Link Komentarze (4) »
niedziela, 15 listopada 2009
nadmieniam

Dyskusja o parytecie pięknie się rozwija, a ja nadmieniam, że znany skądinąd czytelniczkom bałaganu artykuł "Matki - Polki - Obywatelki" można także wygodnie i przyjemnie przeczytać w Sieci na zaprzyjaźnionym portalu Nowa Matka Polka.
Fanki ostatnio wspominanych Muminków mogą tam także znaleźć coś na temat pióra utalentowanej Muminkolożki Naji:)

 

13:03, an.naja
Link Komentarze (14) »
środa, 11 listopada 2009
patriotycznie

Słucham dziś audycji świątecznej programu trzeciego i błąka mi się po głowie refleksja - ewidentnie w metaforyce, liryce, języku potocznym Ojczyzna jest rodzaju żeńskiego.

Przeważnie budzi współczucie, jest skrzywdzona, albo przepracowana, albo znużona. Mimo to można się u niej wypłakać i oddać jej się pod matczyną opiekę. Kojarzy się z chlebem, domowo-swojską prostotą.

Może to i piękna i w realiach zakorzeniona tradycja, ale... już nieaktualna. Kobiety już takie nie są, ich siła polega teraz na czymś innym. Chciałabym, żeby moja Ojczyzna była dalej kobietą, ale kobietą przepełniona siłą i mocą sprawczą, świadomością własnych możliwości popartą listami osiągnięć, pozytywnym myśleniem przekuwającym się na nowoczesne plany do zrealizowania. Takie są bohaterki moich artykułów "Feminizm daleko od szosy" i "Matki Polki Obywatelki" - aktywistki społeczne.

W Niemczech "robić politykę" to znaczy "podejmować w sferze publicznej działania na rzecz społeczeństwa". W tym sensie kobiety tworzą politykę w Polsce.

Chciałabym, żeby tworzyły ją także w polskim sensie, w parlamencie, w rządzie, samorządzie. Dlatego popieram ideę parytetu.

www.kongreskobiet.pl

 

 

13:36, an.naja
Link Komentarze (74) »
poniedziałek, 09 listopada 2009
był komenatrz, będzie i wpis osobny

Notatki z audycji o pracy domowej kobiet plus dygresje własne. Osoby zaproszone Koło gospodyń miejskich www.fundacjamama.pl

- wycenienie pracy domowej kobiet ma być lekiem na frustrację tychże kobiet (o frustracjach można sobie poczytać w Jędzy)

- wycena ta nie będzie miała formy kontraktu, bo opozycja twierdzi (skąd u mnie ten polityczny język?!), że przecież małżeństwo to miłość i więzi, a nie jakaś wycena i odmierzanie, ile kto zrobił i co jeszcze ma zrobić. (choć swoją drogą to młode zjawisko - ślub z miłości. wcześniej ludzie pobierali się właśnie głównie z powodów ekonomiczno-finansowych, ona dostawała posag, on miał pole na którym trzeba było robić, no i potrzebował siły roboczej w postaci dzieci)

- z badań wnika, że praca w domu to około 200 czynności dziennie, a jak spytać facetów, ile czynności jest potrzebnych, by posprzątać kuchnię, to mówię, że 4, a kobiety, że 36. wynika to oczywiście z tego, że częściej kobiety to perfekcjonstki, mama nauczyła córkę, a nie nauczyła syna (szkoda, że nie mam brata, choć akurat u mnie w domu nacisków nie było. zawsze ważniejsza była moja nauka i szkoła niż pomaganie mamie. w efekcie ja się angażowałam - poczucie odpowiedzialności starszej córki - a moja siotra olewała i nie musiała nic robić)

- wciąż jeszcze pokutuje przekonanie, że praca facetów to pomaganie, czyli wynika  z tego, że ktoś robi więcej. kto wiadomo.

- w jaki sposób dzielić obowiązki? Wypisać listę czynności domowych i podzielić się nią z partnerem, a następnie wykreślić rzeczy, których się nie lubi. może się okazać, że np. ja nie lubię myć podłogi (ciekawe, kto lubi?!), a on zmywać. dzielimy się więc jakoś, robiąc to, co lubimy. proste? proste. to czemu tak trudno to zrobić?

mam nadzieję, że kantallupa nie obrazi się, jeśli i ja, naja dopiszę w tym wpisie swoje notatki:)

- największe obiekcje słuchaczy dotyczyły formalizacji strefy prywatnej, bzdurny zarzut, że nie można z małżeństwa robić kontraktu - przecież małżeństwo już jest kontraktem i wiele kwestii w nim reguluje prawo, tyle że o tym zapominamy!

- bardzo często problem doceniania - wynagradzania pracy domowej redukuje się do absurdu podając przykłady skrajne i atypowe i w tej audycji także się ten "argument" pojawił, Sylwia Chutnik bardzo szybko dała respons, wracając do sytuacji naszych, bliskich i spotykanych często

- audycja była krótka, temat "co konkretnie możemy robić żeby było lepiej" nie został w pełni rozwinięty, bardzo dobrze, że pojawił się wzór mediacji rodzinnych o których napisała kanta, podkreślono także rolę doraźnych regulacji prawnych, niestety mało konkretów o tym jak wygląda "praca u podstaw" i co oznacza, szkoda. warto byłoby zwrócić uwagę jak ważna jest edukacja, czyli zmiany w programach szkolnych oraz postawach wychowawczych wobec płci i życia codziennego, że tak to niezgrabnie ujmę, jak ważna jest promocja wolności wyboru życiowego oraz aktywizacja zawodowa kobiet, w tym niwelowanie przeszkód kobiecego rozwoju zawodowego

- bardzo się cieszę, że nieodpłatna domowa praca kobiet doczekała się nowej, rozpoznawalnej ambasadorki:):):):) to najlepsze co mogło się zdarzyć temu zagadnieniu


 

10:03, kantallupa
Link Komentarze (6) »
niedziela, 08 listopada 2009
w trójce trwa audycja o pracy domowej kobiet!!!

W ramach cyklu "Jestem feministą" Dariusza Bugalskiego w studio trójki goszczą dziewczyny z Koła Gospodyń Miejskich!

Słuchamy obie:)

19:31, an.naja
Link Komentarze (3) »
środa, 04 listopada 2009
zabawa w dom

Jędrek proponuje Ali zabawę w dom i mówi:

- Pobawmy się w dom. Ty będziesz gotować.

Ja, mimowlony świadek, zaintrygowana wtrącam pytanie:

- A czemu to Ala ma gotować?!

A Jędrek całkiem przytomnie mi na to:

- Bo ona jest znakomitą kucharką!

:-))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

09:02, kantallupa
Link Komentarze (20) »
sobota, 31 października 2009
Polityka o pracy domowej

W najnowszej „Polityce” jest artykuł o pracy domowej kobiet. Zdaje się, że Chutnik, założycielka fundacji Mama i Koła Gospodyń Miejskich (a także pisarka), zamierza zrobić coś podobnego jak amerykańscy autorzy Jędzy i Drania.

Mówi tak: " Chciałybyśmy stworzyć grupę, która nie tylko wyleje swoje żale na mnogość etatów: w pracy zarobkowej, w domu, jako matka czy żona. Zależy nam na wywołaniu dyskusji, choćby w domu, o tym, jaka jest realna sytuacja kobiet bez oficjalnego etatu."

11:48, kantallupa
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 października 2009
Jędza w domu i drań na kanapie

„Jędza w domu” – pierwsza z dwóch książek napisanych i zredagowanych przez amerykańskie małżeństwo Cathi Hanauer i Daniela Jonesa. Ta druga to „Drań na kanapie”. Obie mają podtytuły, „Jędza w domu, czyli co 26 kobiet myśli o seksie, samotności, pracy, macierzyństwie i małżeństwie” oraz „Drań na kanapie, czyli co 27 mężczyzn myśli o miłości, rozstaniach, ojcostwie i wolności”.

Oryginalny tytuł brzmiał „The bitch in the house” i tylko pozornie kojarzy się z książką, o której niedawno pisałam, „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy”, gdzie słowo bitch przetłumaczono jako zołza właśnie.

Ciekawe, jak to wynika z tych dwóch podtytułów, że kobiety myślą o małżeństwie i samotności, a mężczyźni o miłości i wolności. Podobno kobieta nie musi być zakochana, żeby wyjść za mąż, facet musi – tak stwierdziła kiedyś moja dużo starsza ode mnie koleżanka z pracy. Kobieta przetłumaczy sobie, że zawsze lepiej we dwoje, że wciąż żyjemy w patriarchalnym społeczeństwie i każda samotna jest poniekąd podejrzana. Dla mężczyzn bycie singlem to wolność, a dla kobiety samotność.

Książkę poleciłam mi przyjaciółka, a jej z kolei terapeutka. Ja natomiast będąc na zajęciach „Poskromić w sobie dzikie zwierzę – warsztat kontroli gniewu” poleciłam ją wszystkim uczestniczkom, pokazałam nawet, bo wtedy akurat czytałam ją wszędzie tam, gdzie się dało: w tramwaju, na przystanku, w toalecie, przed zajęciami, w wannie. Nie mogłam się oderwać.

Książka zawiera 26 esejów amerykańskich pisarek, dziennikarek, które piszą o swoim życiu, małżeństwie, dzieciach, podziale obowiązków. Jednym słowem o tym wszystkim, o czym informuje nas podtytuł. Warto wspomnieć, że jest wśród nich Natalie Angier autorka rewelacyjnej pozycji „Kobieta. Geografia intymna”.

Kobiety te bardzo szczerze i wylewnie piszą o swoich doświadczeniach, mają odwagę, by przyznawać się do jędzowatości, która prędzej czy później dopada każdą z nas.

Piszą o tym, jak bardzo chcą być supermamami, bo to sprawia, że czują się dumne z siebie i z własnego dziecka. Chcą być superpartnerkami, nie zadręczającymi się pytaniami, co ze mnie za kobieta, skoro to on przejął większość opieki nad dzieckiem, a ja czuję, że przełamuje w ten sposób zbyt wiele stereotypów kulturowych.

Piszą, ze zmęczone byciem tymi superkobietami uciekają do pracy, bo tam można odpocząć, nabrać dystansu, ale też praca wbija je w kolejny kierat. Chcą udowodnić, że mimo tego iż mają dom i rodzinę, są równie świetnymi i dobrze zorganizowanymi pracowniczkami.

Zmęczone własną jędzowatością i targane nerwami czują się winne i pełne żalu, bo znowu wrzeszczą na widok rozlanej herbaty. I mają dość wiecznego dopasowywania się do jego kariery, która jest priorytetem.

Więcej o tej wspaniałej książce już wkrótce. Jako superpracowniczkę gonią mnie terminy. Póki co tylko krótki wstęp, tak na smaka:-)

13:48, kantallupa
Link Komentarze (10) »
środa, 28 października 2009
cyfrowa gospodyni

Dawno temu, w czasach zapomnianych pewnie przez sieciową awangardę społeczeństwa informacyjnego, jaką stanowią ludzie kreujący blogosferę, o Internecie tudzież ogólnie postępującej cyfryzacji mówiło się niewąskie bzdury. Że zniszczy więzi. Że wyprze dawne, szlachetne formy kreatywności i nastawi odbiorców na bierność bardziej niż zrobiła to telewizja. Że grozi nam ruja i poróbstwo wynikłe z odrealnienia, wypłaszczenia i fałszywości anonimowych i czysto wirtualnych relacji. Śmieszne to było, jak i każde technofobiczne kassandrowanie, ale w moją pamięć zapadło. Dlatego dziś, odwiedzając jeden z zakolegowanych kobiecych blogów, miałam wielką przyjemność z obserwowania naocznego dowodu doskonałej komitywy nowego ze starym:) Ja zdaję sobie sprawę, że wniosek o Internecie jako jednej z głównych przyczyn burzliwego rozwoju rękodzieła jest już truizmem, i że doskonałym przykładem tego może być choćby i scrapbooking... Mimo to, widok cyfrowej fotki zakładek z wyhaftowanymi krzyżykami nickami blo-przyjaciółek tak mnie dziś rozbroił, że aż musiałam napisać niniejszą notkę:)

zakładka anqu

zakładka anqu2


Przez wieki udało się kobietom zbudować swój własny prywatny świat, a Internet, może trochę nieoczekiwanie, wydaje się baaaardzo mu służyć, prawda?

:)


 

09:20, an.naja
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18