ALE BAŁAGAN W TYCH DOMOWYCH PORZĄDKACH!!!!!!!!!!!!!!! Zamiatamy pojęciowe śmieci, odkurzamy zaśniedziałe poglądy a z fartucha robimy sztandar nowej udomowionej filozofii dla chłopców i dziewczynek.
Blog > Komentarze do wpisu

przedszkolanka i dekarz - ciąg dalszy

 

W poprzednim wpisie padło moje podszyte złością pytanie, dlaczego to jest takie oczywiste, że praca dekarza jest warta więcej niż praca przedszkolanki. Na blogu dyskusja jeszcze nie rozgorzała, ale poza blogiem owszem.

 

Mam takie odpowiedzi:

Bo trzeba by trzech przedszkolanek, żeby wykonały pracę jednego dekarza.

Nieprawda.Trzeba by dużo więcej a pewnie i tak by nie wykonały jej dobrze.

Tak samo jak trzech dekarzy nie wykonało by dobrze pracy jednej przedszkolanki.

Nie w tym rzecz.


Bo dekarz ma bardzo szczególne predyspozycje, w tym siłę i odporność fizyczną oraz możliwość pracy na wysokości.

Nie w tym rzecz.

Nauczyciele przedszkola też są badani przez lekarza medycyny pracy i też nie każdy może wykonywać ten zawód, zaś rzadkość występowania podstawowych predyspozycji koniecznych w tym zawodzie jest co najmniej taka sama jak brak przeciwskazań do pracy na wysokości.


Bo to nie jest komuna i wszystkim rządzi wolny rynek.

Ciepło.

Ale popyt na przedszkolanki nie jest napędzany przez wolny rynek. Publicznym przedszkolom do wolnego rynku daleko, gdyby to był wolny rynek, to podaż odpowiadałaby popytowi.

 

Bo sprzątaczki też nie zarabiają tyle co prezesi.

Oj, ale my nie porównujemy zawodu do którego trzeba mieć NIŻSZE kwalifikacje i mniej się zarabia do zawodu, w którym trzeba mieć WYŻSZE kwalifikacje i się zarabia więcej. Odwrotnie, do bycia przedszkolanką konieczne są studia kierunkowe, do bycia dekarzem – badania wysokościowe plus szkoła zawodowa lub gimnazjum i kurs zawodowy, ale właściwie gimnazjum i doświadczenie wystarczą.

Bardzo nietrafiona analogia.


Bo bardzo trudno o wyszkolonego dekarza a pedagogikę kończy bardzo wiele ludzi.

Gorąco!

Ale teraz nie sprowadzamy rozmowy tylko dlatego, że "bo dziewczynki nie chcą inaczej". Nie, zaczynamy mówić o innych rzeczach, o których wszyscy wiedzą,

o tym, że młodzi są zostawieni sami sobie z wyborem zawodu,
o tym, że brak jakiejkolwiek koordynacji kształcenia zawodowego i wyższego z realnymi potrzebami rynku pracy (MEN oczywiście nie wie w czym rzecz i gdzie tu problem),
zaczynamy mówić o ruinie kształcenia zawodowego,
o debilnych programach, metodach i warunkach nauczania, które sprowadziły edukację do bezrefleksyjnego przyswajania i ładnego sprzedawania informacji.

A także o beznadziejnie funkcjonującej polskiej gospodarce i emigracji zarobkowej. No właśnie.


Bo taki nauczyciel to ma wakacje, ma trzynastkę, ma umowę na długo i jak jest chory to może nie przyjść, a dekarz dostanie za tyle ile zrobił, a poza sezonem etatu miał nie będzie.

Parzy!

Getta zawodowe tworzą się przede wszystkim ze względu na warunki i tryb zatrudnienia. Przygięty do podłogi kosmicznymi podatkami i kosztami pracy pracodawca biznesowy, zwłaszcza mały przedsiębiorca, nie będzie przestrzegał kodeksu pracy, nie da stabilnego zatrudnienia, bo tnie koszty, redukuje ryzyko i jest w każdym calu zachowawczy. Nie zainteresuje się także takim pracownikiem, którego decyzja o powiększeniu rodziny przełoży się na takie straszne rzeczy jak urlop macierzyński, wychowawczy, czy dni wolne z tytułu opieki nad dzieckiem. Nic go zresztą do zatrudniania takich pracowników nie motywuje ani nie goni.

W efekcie kobietom pozostają pracodawcy instytucjonalni – jedyni, którzy zmuszeni są przez przepisy trzymać się litery prawa pracy.

 

W efekcie ja mówię, że w problemie gett zawodowych naprawdę nie ma nic oczywistego.

wtorek, 12 kwietnia 2011, an.naja

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Andzia, *.ssp.dialog.net.pl
2011/04/13 23:19:52
Teraz mam jaśniej:)
ps. odpisz na sms, chyba, że komórka się na Ciebie obraziła:)ew. vice versa:)
-
Gość: karol, *.limes.com.pl
2011/04/14 17:43:06
Widze, ze nie odpowiadam ci jako adwersarz, ale jednak pare uwag z mojej strony.
Powtarzasz wiele obiegowych i nieprawdziwych opinii, ale to samo w sobie nie jest istota problrmu. Problemem jest spsosb myslenia. Poczucie sprawiedliwosci, poczucie wyzszosci moralnej, przekonanie, ze kobiete od mezczyzny rozni tylko sila miesni... Twoj obecny wpis jest zupelnie inny od poprzedniego i lepszy, choc trudno zgodzic sie z wieloma argumentami.
Moje doswiadczenie zawodowe pokazuje, ze kobiety w pracy sa zwyczajnie mniej wydajne: czesto sa nieobecne w pracy ze wzgledu na chorobe dzieci, nie zostaja dluzej w pracy gdy potrzeba, bo rodzina... nie angazuja sie kariere tak mocno jak mezczyzni. Tyle statystyka, choc nie watpie, ze sa od tej zasady wyjatki.
Nie twierdze, ze oddanie calego serca pracy to dobra decyzja, czy obowiazek kazdego pracownika, ale z punktu widzenia szefa (a to on zatrudnia) wybor jest prosty!
Mezczyzni i kobiety roznia sie od siebie pod wieloma wzgledami, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. To sa uwarunkowania ewolucyjne wynikajace z wielkosci glowy noworodka homo sapiens i implikacji tego faktu. To dluzsza historia i nie chce was zanudzac ani bron Boze pouczac.
-
2011/04/14 18:39:06
No, nie odpowiadasz mi, co tu kryć. Co nie znaczy, że nie możemy dyskutować.

W Twoich komentarzach roi się od różnego rodzaju "odkryć Ameryki", czyli rzeczy, które są dla mnie jasne i o nich napisałam, ale Ty bezpodstawnie oświadczasz, że o nich nie wiem. Poza tym nawet jeśli nie pouczasz to pouczasz i działa to na mnie mniej więcej tak jak na Ciebie to, co nazywasz "poczuciem wyższości moralnej i przekonaniem, że kobietę od mężczyzny różni tylko siła mięśni".
(ciekawe skąd to poczucie wyższości moralnej wziąłeś, bo przecież ja dobrze wiem co piszę i bardzo dobrze wiem, że w moich tekstach nie wartościuję kobiet i mężczyzn)

Twój kolejny komentarz jest gorszy od poprzedniego, bo ma nieokreślony cel. Niby coś tam chcesz nim osiągnąć, ale właściwie chodzi Ci całkiem o coś innego, ale o tym z kolei nie będziesz mówił. Plus niespójności rażące, na przykład: "moje doświadczenie zawodowe pokazuje... Tyle statystyka" To znaczy, że statystykiem jesteś i zajmujesz się pracą kobiet i mężczyzn?

Skoro chodzi Ci o różnicę między kobietami i mężczyznami, proszę, mówmy o niej, a właściwie ja powiem swoje, a potem Ty - jeśli będziesz chciał - powiesz swoje (zapewniam, że z chęcią poznam kolejną teorię wszechróżnicy, skądkolwiek ją wziąłeś).

Jeśli chcesz poznać szczegóły takich obiegowych opinii, jakie ja powtarzam, to polecam książkę Ewy Hyży "Kobieta, ciało, tożsamość".

- kobiety i mężczyźni we współczesnym społeczeństwie bardzo różnią się od siebie, w sensie kobiety od kobiet i mężczyźni od mężczyzn, bardziej niż kobiety od mężczyzn

- nie jesteśmy w stanie ustalić do jakiego stopnia kobiecość i męskość jest kulturowa a do jakiego biologiczna, aczkolwiek dla mnie pewne jest, że te "suwaki" zbliżają się w rzeczywistości do kulturowości zaś w powszechnym pojęciu - do biologii

- różnice, które faktycznie dają się zaobserwować, są po pierwsze wyolbrzymiane przez nasze skrzywione postrzeganie, po drugie służą za bazę różnych nieuzasadnionych wniosków

- najczęściej uczestnicy debat na temat różnicy gruntownie mieszają nasz modus vivendi z predyspozycjami i umiejętnościami oraz psychiką w duchu najczystszego esencjalizmu (człowiek z gumy nie jest, ale elastyczny jest i może o tym jednak nie zapominajmy)
-
Gość: lup, *.sds.uw.edu.pl
2011/04/14 19:17:36
"Moje doswiadczenie zawodowe pokazuje, ze kobiety w pracy sa zwyczajnie mniej wydajne czesto sa nieobecne w pracy ze wzgledu na chorobe dzieci, nie zostaja dluzej w pracy gdy potrzeba, bo rodzina... nie angazuja sie kariere tak mocno jak mezczyzni"

Świetny przykład! To oznacza tyle co: partnerzy tych kobiet nie zajmują się chorymi dziećmi, mogą zostawać dłużej w pracy, bo nie "przeszkadza" im rodzina, nie angażują się w życie rodziny tak mocno jak kobiety. Smutne.
-
Gość: karol, *.limes.com.pl
2011/04/14 20:43:14
@ lup:
Zgadzam się z tobą - wynikiem gorszej wydajności kobiet w pracy jest drugi pełny etat w domu. To jest przykład braku równości, którego jestem przeciwnikiem, ale taka jest rzeczywistość. Z punktu widzenia pracodawcy powody nie mają większego znaczenia.
@ autorka
Myślę, że jesteśmy siebie warci w tej dyskusji :-)
Ta "statystyka" jest oczywiście nadużyciem (trudno precyzować myśli, gdy trzeba zajmować się dwójką małych dzieci w czasie, gdy twój partner realizuje się zawodowo. Szczególnie mężczyźnie, który jak wiadomo ma mniej podzielną uwagę)
Chodziło mi o podkreślenie, że oprócz "statystycznej" kobiety z moich obserwacji, dzielącej swoją uwagę między dom i pracę, są też inne, oddane karierze, które osiągają zwykle niezłe efekty swojego zaangażowania.
Zresztą chcesz statystyki - służę: wyborcza.biz/Firma/1,101618,9415215,Ciaza_w_firmie_na_koszt____podatnika.html
Irytują mnie w twoim poprzednim wpisie dwie rzeczy:
i) Pogląd, że na rynku pracy kobietę i mężczyznę odróżnia tylko siła fizyczna
ii) Myślenie życzeniowe - zakładasz pewne wartości i złościsz się na świat, że ich nie realizuje.
ad i) Kobiety i mężczyźni inaczej myślą, mają inne wartości, inną uczuciowość. Kobiety są dużo bardziej uspołecznione, tworzą złożone struktury społeczne, wymyśliły mowę i posługują się nią dużo lepiej niż mężczyźni, mają dużo lepiej zinternalizowaną sferę wartości przez co mniej potrzebują sobie i otoczeniu udowadniać jakie są cudowne... długo można wymieniać. I to ma odzwierciedlenie na rynku pracy. Myślę, że te getta genderowe i w ogóle koncepcja szowinizmu na rynku pracy jest mitem. Oczywiście po uwzględnieniu realnych wad kobiet-pracowników - głównie konieczności podziału uwagi między pracę a dom z dziećmi.
Pracodawca nie myśli "prorodzinnie", myśli żeby znaleźć dobrego pracownika, który przyniesie mu więcej korzyści niż kosztów. Ten cel lepiej niż kobieta zapewni mu mężczyzna. To nie jest szowinizm tylko zdrowy rozsądek.
Uważam, że doskonałym przykładem mojej tezy jest właśnie zawód lekarza. Prestiżowy. dochodowy, jeszcze 50 lat temu typowo męski. A dzisiaj... w większości wykonywany przez kobiety a jednocześnie dalej mamy mało kobiet inżynierów elektryków (nota bene: moja mama była jedną z trzech absolwentek na całym roku)
ad ii) irytuje cię, że przedszkolanka zarabia mniej od dekarza (nawet jestem ciekaw cy tak faktyczni jest), a pielęgniarka od lekarza. To nie jest kwestia płci, ale umiejętności. Dlaczego moje koleżanka lekarka zarobi więcej od ratowników, z którymi jeździ w karetce.
Co do różnic między płciami to jest dłuższa historia
-
Gość: karol, *.limes.com.pl
2011/04/14 20:48:12
Ostanie zdanie powinno brzmieć:
Co do przyczyn różnic między płciami historia jest dłuższa a dziecko ryczy...
-
Gość: , *.sds.uw.edu.pl
2011/04/14 21:39:20
"wynikiem gorszej wydajności kobiet w pracy jest drugi pełny etat w domu"

a co jest przyczyną drugiego pełnego etatu w domu?

"To jest przykład braku równości, którego jestem przeciwnikiem, ale taka jest rzeczywistość"

a to jest sprzeczność, heloł? niby się sprzeciwiasz, ale nic nie robisz, bo tak jest i już; baaardzo wygodna postawa
-
Gość: , *.sds.uw.edu.pl
2011/04/14 21:43:31
i"Kobiety i mężczyźni inaczej myślą, mają inne wartości, inną uczuciowość"
[ciach]
Myślę, że te getta genderowe i w ogóle koncepcja szowinizmu na rynku pracy jest mitem. Oczywiście po uwzględnieniu realnych wad kobiet-pracowników - głównie konieczności podziału uwagi między pracę a dom z dziećmi"

:D
cudowne są te twoje wywody, można się pośmiać, albo i gorzko zapłakać
mity to akurat sam opowiadasz - patrz pierwsze zdanie cytowane
jaką "konieczność"? to jest konieczność tylko w wypadku samotnych matek
przypominam, że dzieci zwykle mają DWOJE rodziców
realny problem jest taki, że większość ludzi nadal myśli tak jak ty
-
2011/04/14 21:52:30
@karol
Nie wiem, czy jesteśmy siebie warci czy nie.
Ja nie przypisuję Ci rzeczy, których nie powiedziałeś i nie redukuję ich do absurdu, żeby Ci wykazać, że nie masz racji.

mnie bawi jedna sprawa:
moje wpisy celowo nie poruszają tematu różnicy między kobietą a mężczyzną

poruszają temat gett zawodowych i permanentnego niedoceniania tych umiejętności, predyspozycji i uzdolnień, które od wieków kojarzone są z kobietami
oraz tego, jak bardzo chory jest fakt, że takie niedocenianie jest uznawane za oczywiste

Ale Ty dopisujesz do tego całkiem inną historię, bardziej, że tak powiem, typową dyskusyjnie. Może bezpieczniejszą i bardziej znajomą. Poruszającą się w obszarze tych oczywistości, z których kpię na tym blogu.
-
2011/04/14 21:53:53
dzięki, lup:)
-
2011/04/15 14:11:33
"Kobiety i mężczyźni inaczej myślą, mają inne wartości, inną uczuciowość" - i co z tego?!

Ja się nawet z tym zgodzę (chociaż są też duże różnice osobnicze i trudno się w tym połapać:) - tylko że z tego nie wynika ŻADEN wniosek na temat władzy i pieniędzy!
Jesteście inne, więc kasa należy do nas?
Z takiego rozumowania prędzej czy póżniej wynika wniosek - "jesteście gorsze, bo jesteście babami i pogódźcie się z tym, bo tego nie zmienicie" (rzeczywiście płeć zmienić trudno:) oraz "wasz bunt jest śmieszny, a jak wam źle, to same sobie jesteście winne" (nielogiczne, ale funkcjonuje:)
-
mama_pietruszki
2011/04/15 14:40:08
Mnie zastanawia jeszcze jedno. Co będzie jak wszyscy dekarze zaczną źle wykonywać swoją pracę. Cóż, czasem nam bedzie padać na głowę. A co będzie jak wszystkie przedszkolanki zaczną źle wykonywać swoją prace? Strach się bać.
-
Gość: karol, *.limes.com.pl
2011/04/15 16:59:19
Dobrze.
O czym dyskutujemy?
Dla mnie dyskusja dotyczy rynku pracy w kontekście gender'owym (makaronizm ale precyzyjny)
Nie będziemy się więc kłócić co do występowania różnic między kobietami a mężczyznami? Powyższe stwierdzenie ma istotne implikacje, dlatego istotne było ustalenie czy obie stron dyskusji się z nim zgadzają.
Teraz do rzeczy:
Moje stanowisko w punktach:
i) Kobieta na rynku pracy jest na ogół pracownikiem gorszym, ponieważ mysi dzielić swoje poświęcenie i czas pomiędzy dom/dzieci w stopniu daleko większym niż mężczyzna.
ii) Wy stoicie na stanowisku, że fakt ten wynika tylko i wyłącznie z opresywnego dla kobiet charakteru naszej kultury. Kobiety mają więcej obowiązków bo mężczyźni - lenie i trutnie... a dziewczynki wychowuje się do służby.
Ja się z tym stwierdzeniem częściowo zgadzam.
iii) Ale uważam też, że większe poświęcenie ognisku domowemu przez kobiety jest głęboko zakorzenione w kobiecym "hardwarze". Jest uwarunkowany kwestiami ewolucyjnymi, hormonalnymi, fizjologicznymi.
iv) Uważam, że kobieta powinna mieć raczej możliwość wyboru:
Czy rywalizuje z mężczyznami na pełnym etacie, czy pracuję na pół etatu realizując jednocześnie swoje aspiracje kury domowej i zawodowe, czy zostaje na etacie domowym bo chcę (czy mogę być liczyć, że nie zostanę zlinczowany za zostawienie kobiecie tej opcji?). To konieczność pracy na dwóch etatach jest tu niesprawiedliwością.
v) taki sam wybór powinien mieć też mężczyzna. Natomiast ja stoję na stanowisku, że postawieni przed tym wyborem ma znacznie większe skłonności do wyboru "świata" niż "domu" i twierdzę, że ten wybór nie jest wynikiem wychowania czy kultury, że jest uwarunkowany dużo głębszymi mechanizmami. Mechanizmami z czasów gdy kultura sprowadzała się do umiejętności rozpalenia ognia i łupania kamienia (a może nawet wcześniej).
vi) teraz mężczyźni i ognisko domowe:
Jasne, że mężczyzna powinien pomagać, wspierać, czy w końcu być równorzędnym partnerem w tworzeniu miru domowego. To się da zrobić, ba czasem nawet lepiej (tu po raz kolejny przykład koleżanki lekarki, która kosi hajs gdy jej mąż bez równie opłacalnego fachu siedzi w domu z dziećmi). Jeżeli kobieta i mężczyzna oboje pracują na etacie obowiązkami domowymi powinni się dzielić po równo.
Ale mężczyźni nie mają skłonności do dbania o dom i dzieci w tym samym stopniu co kobiety (szczególnie na etapie ciąży, niemowlęctwa dzieci i okolic kobiety są niezastąpione). Tu nie chodzi o mycie naczyń, czy szorowanie kibla - wiadomo tego nikt nie lubi...
vii) Różnie rozkłada się skłonność do pomocy w domu w populacji mężczyzn. Z resztą nawet tych nieprawomyślnych można do tego zmusić z różnym skutkiem ale to jest moim zdaniem pomysł chybiony.
Kulturowe modele zachowań powinny być kształtowane w oparciu o różnice między płciami właśnie dlatego, że są one głęboko zaimplenentowane i nie da się ich łatwo zmienić. Należy twórczo wykorzystywać "naturalne" różnice, przy założeniu absolutnej dowolności wyboru (ie kobieta ma prawo poświęcić się karierze inżyniera budownictwa a mężczyzna zostać soccer dad)
viii) uważam, że kobiece zalety i przewagi są w społeczeństwie wykorzystywane doceniane w miejscach, w których są potrzebne.
ix) porównanie dekarza z przedszkolanką i lekarza z pielęgniarką jest chybione, ponieważ o różnicach w płacy decyduje w tych wypadkach mnóstwo innych bardziej racjonalnych czynników niż płeć.
-
2011/04/15 21:28:07
@uważam też, że większe poświęcenie ognisku domowemu przez kobiety jest głęboko zakorzenione w kobiecym "hardwarze". Jest uwarunkowany kwestiami ewolucyjnymi, hormonalnymi, fizjologicznymi.

Różnice hormonalne jako uwarunkowanie do sprzątania? :))) Przedni temat na IgNobla.

@Ale mężczyźni nie mają skłonności do dbania o dom i dzieci w tym samym stopniu co kobiety (szczególnie na etapie ciąży, niemowlęctwa dzieci i okolic kobiety są niezastąpione)

A niby czego - poza byciem w ciąży i karmieniem piersią - nie może zrobić mężczyzna podczas opieki nad dzieckiem?
-
2011/04/18 13:50:08
Mam refleksję odnośnie budżetówki - ten problem dotyczy nie tylko kobiet. Jak się policjanci (na przykład) skarżą na niskie zarobki to czy ktoś im odpowiada, że to dlatego że są słabi psychicznie i nie chcą podejmować ryzyka?:)
-
2011/04/19 23:04:54
Albo mam zły dzień albo co?
Mam pytanie...Ile zarabia kobieta-dekarz w porównaniu do dekarza-faceta? Dodam, że w tej samej firmie, w tym samym wymiarze czasu pracy, z takim samym stażem pracy i wykształceniem. Inaczej wszelkie porównania i żale, że kobiety zarabiają mniej są, nieco, abstarkcyjne...
-
2011/04/21 09:18:27
Chyba masz zły dzień:)
-
2011/04/21 18:53:51
Sarah
Dla mnie właśnie bardzo abstrakcyjne jest dywagowanie o tych samych zarobkach na tych samych stanowiskach* w tym samym trybie w czasie gdy główny i nieproporcjonalnie większy zestaw problemów leży zupełnie gdzie indziej.
Dlatego te wpisy... Usiłuję wskazać to "gdzie indziej". I unaocznić, przez prowokację, jak wyglądają próby dyskusji na ten temat.


* aczkolwiek większość wkurzających mnie badań, w tym to, które było inspiracją wpisów potwierdza różnicę w zarobkach kobiet i mężczyzn zajmujących podobne lub te same stanowiska
-
2011/04/22 22:01:13
an.naja
W pełni zgadzam się z twierdzeniem, że "...nieproporcjonalnie większy zestaw problemów leży zupełnie gdzie indziej."
Mnie wkurzają akie porównania bo, zazwyczaj, porównuje się zarobki na stanowiskach objętych kontraktami albo pensje(na innych stanowiskach, traktowane en bloc.
Przyznam szczerze, że nie udało mi się trafić na bezsporny dowód dyskryminacji kobiet, w tej materii...
-
2011/05/04 12:25:12
Ale jakoś, dziwnym trafem kontrakty mężczyzn (na tym samym stanowisku) są wyższe, prawda?
-
2013/11/18 11:22:07
Z takimi problemami to i notariusz Piaseczno by nie pomógł! Coś jednak czuję, że Ty dasz sobie radę :) pozdrawiam




Pokochaj świat, zacznij od siebie. Podaj dalej!

statystyka