ALE BAŁAGAN W TYCH DOMOWYCH PORZĄDKACH!!!!!!!!!!!!!!! Zamiatamy pojęciowe śmieci, odkurzamy zaśniedziałe poglądy a z fartucha robimy sztandar nowej udomowionej filozofii dla chłopców i dziewczynek.
Blog > Komentarze do wpisu

pierwsze

Ilekroć w łazience pojawiał się płyn do higieny jamy ustnej, tylekroć Ka przyjmowała nowego chłopaka. U niej wszystko musiało być czyste i zdezynfekowane, czy to wiadra na śmieci, klamki od drzwi, czy usta. Każda rzecz posiadała odpowiednik w postaci środka, taki zawzięty cień, który zachowywał ją w czystości i konserwował. Znosiła do domu wszelkie nowinki, hity środków czystości, takie jak nasączone pojedyncze chusteczki do polerowania drewna, srebra, powierzchni gładkich i chropowatych. Miotły z dwoma rodzajami ściereczek, do zamiatania i mycia. Plastikowe wiadra z odsączaczami wody. Małe szczoteczki z gęstym płynem w dozownikach, który miał sprawić, że zniknął wszelkiego pochodzenia palmy na dywanach. Pokojowe i łazienkowe odświeżacze do powietrza.

Wszystkie te nowinki spośród środków czystości segregowała, układała i porządkowała według sobie tylko znanego klucza. Obowiązywała jedna zasada – łatwość i szybkość odnajdywania. Gładkie powierzchnie butelek, papierowe etykietki zadrukowane szlaczkami niemalże chemicznych wzorów lśniły idealnie dopasowane do poszczególnych koszyków, woreczków i pudełek. Niektóre pudełka były przezroczyste, te kolorowe natomiast skrupulatnie poopisywane. Każde z naklejką wykonaną w power poincie, która informowała o znajdujących się w nim produktach.

Częstotliwość zmian pościeli pokrywała się z ilością odbywanych przez nią stosunków. Wiedziałam o tym, ponieważ była niezmiernie oszczędna i zarządzała wtedy bardzo często wymianę oraz pranie bielizny pościelowej w całym domu, bo przecież uruchamianie pralki, by wyprać kilka poszewek, pochodzących z jej łóżka, byłoby ekstremalnie nieekonomiczne. I w dodatku bez sensu.

Kupowała ściereczki różnego rozmiaru, koloru i kroju, a następnie zamęczała mnie pytaniami, czy są odpowiednie i rozporządzeniami, że od dziś będziemy ich używać i wymienimy się uwagami na temat ich dalszej przydatności.

Jej uwagę przyciągały wszelkie sytuacje, rzeczy, historie związane z porządkowaniem i czystością. Wymiatała kurz zza kaloryfera, bo ilekroć wychodziła z łazienki, widziała nowe zbite siedliska roztoczy lub cieniutkie nitki pajęczyn babiego lata.

Współczułam jej, bo w moim przekonaniu dała się sterroryzować tym pyłkowatym drobinom. Zakładałam też, że najzwyczajniej w świecie, nie ma czym zająć swoich myśli, więc przywiązuje nadmierną uwagę do tych prawie niezauważalnych czynności. Nie widziałam w tym sensu.

Z czasem jednak jej praca zaczęła mnie fascynować, była heroiczna i syzyfowa. Nieustannie dzień i noc drobinki pyłu, małe kultury kurzu, piasek wdzierały się przez szczeliny, otwarte okna, klimatyzacyjne rury.

I jej problemy stały się moimi problemami, była bezwzględna i po pewnym czasie wspólnego mieszkania i używania tej samej przestrzeni zaczęła wymagać ode mnie podobnego zachowania względem codziennego porządkowania. Wcześniej osiadający na parapetach kurz po prostu dla mnie nie istniał, a nie odwzajemniając jej dbałości, nieświadomie sprawiałam, że jej praca marnowała się, staczała w zapomnienie.

Nie puszczała mi tego płazem. Dążyła do stworzenia rytuałów, codziennego pozbywania się obcych elementów z naszej wspólnej przestrzeni, z miejsca, które dzieliłyśmy. Usuwałyśmy, przeobrażałyśmy, zagarniałyśmy, utrzymywałyśmy...

nie było odwrotu.

 

 

piątek, 09 listopada 2007, kantallupa

Polecane wpisy





Pokochaj świat, zacznij od siebie. Podaj dalej!

statystyka